środa, 12 listopada 2014

12. „Czy to już koniec?” cz.1

„Ross”
Siedzę w swoim pokoju. Trzymam w ręce pistolet. To już koniec. Mam zamiar się zabić… Stormie nie jest moją mamą, Laura na pewno mi nie wybaczy… Właśnie mam nacisnąć spust, gdy do pokoju wpada Rocky.
- Ross, co Ty odwalasz!? – wydarł się. Nie odpowiedziałem. Nic już do mnie nie dociera.
- Ross! – krzyczał i machał mi ręką przed twarzą… Zero reakcji z mojej strony…
- Ross! – potrząsnął mną.
- Wynoś się! – wydarłem się na niego i ruszyłem otworzyć mu drzwi. Wygnałem „brata” i znów usiadłem z pistoletem…

„Rocky”
Wparowałem do pokoju Rydel.
- Ross, chce coś sobie zrobić! – wydarłem się.
Siostra od razu ruszyła do pokoju Rossa. Wparowaliśmy tam, ale nieco za późno… Ross już leżał martwy z bronią w ręku.

„Ross”
Nie ma mnie już z moim „rodzeństwem”, gdyż zaraz po wyjściu strzeliłem sobie w łeb i w serce. Teraz zostaje mi czuwanie nad nimi… Tam z góry… Tam z nieba…



----------------------------------------
Niespodzianka!

Wiem, że nie tak powinno się witać, ale po prostu musiałam. Jak zauważyliście rozdział jest już dziś, a nie dopiero 22.11. No cóż... Taka już jestem ;)

Mam nadzieję, że nikt po tytule nie pomyślał o końcu bloga...

Jeśli jesteście ciekawi to powiem Wam dlaczego dziś jest nowy rozdział. Albowiem znalazłam trochę czasu i chciałam się odstresować po 3 sprawdzianach w dniu dzisiejszym (z fizyki, z wf-u i polskiego).

Po za tym: już niebawem nowa piosenka R5 pt. "Smile". Cieszycie się? Bo ja tak i to ta wiadomość dała mi takiego kopniaka, że zdecydowałam się dodać rozdział. Od razu zrobiłam się wesoła, aż miałam ochotę skakać pod sufit.



Mam jeszcze jedną wesołą wiadomość. Właśnie zaczęłam pisać historię na kolejnego bloga, którego założę po skończeniu tego. Na ten moment mam napisane już 6 rozdziałów + prolog.

Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was notką. Do napisania :*

~ Wiki R5er 

sobota, 8 listopada 2014

Urodziny Rikera

Dziś jest wyjątkowy dzień - 23 urodziny Rikera.


Z tej okazji Wiki przygotowała kolaż i przyłączamy się do akcji na twitterze. Spamujemy hasłami:

poniedziałek, 3 listopada 2014

11. „Bolesne słowa mamy Stormie”

„Ross”
Po próbie zgłodniałem, więc postanowiłem coś zjeść. Gdy wszedłem do kuchni, mama Stormie naskoczyła na mnie.
- Nie odpowiedziałeś, więc pewnie okłamałeś Rydel.
- Ja nie zdą… - przerwała mi.
- Brzydzę się Tobą! Po tym co zrobiłeś Laurze… Nie jesteś już moim synem! Z resztą… NIGDY NIM NIE BYŁEŚ! Jakaś prostytutka miała dziecko z dilerem, który był moim byłym i podrzuciła Cię tu! Wiesz co! Powiem Ci prawdę odnośnie rodziny Lynch! Riker jest synem tego samego dilera co Ty! Rocky jest listonosza! A Ryland jest Shora!
Tego co usłyszałem się nie spodziewałem. Zorientowałem się, że Stormie pominęła Delly…
- A Rydel? – spytałem przestraszony.
- Rydel jest moja i Marka… Ale Ty NIE! – wydarła się.
Uciekłem z kuchni i ruszyłem do pokoju. Skoro nikomu nie jestem potrzebny… Wiem co mogę zrobić.


----------------------------

Hejka. Pewnie jesteście w szoku, że rozdział krótki lub krótszy niż niektóre notki :)
W tym miesiącu mam bardzo dużo sprawdzianów m.in. z chemii, niemieckiego, angielskiego, historii i geografii oraz kartkówkę z biologii. W tej sytuacji następny rozdział będzie dopiero 22.11. chyba, że znajdę chwilkę w jakiś weekend lub doda go Rikeroholic.
Do napisania :*

              

środa, 29 października 2014

10. „Szczere wyznanie”

„Rydel”
Siedzę sobie w kuchni, a tu nie stąd ni z owąd Ross prowadzi mnie do swojego pokoju. Posadził mnie, a sam nerwowo łaził w koło.
- Rydel źle postąpiłem…
- Co zrobiłeś Ross? Siadaj i opowiadaj. – mój brat posłusznie to zrobił.
- Dziś okłamałem Rika odnośnie wydarzeń minionej nocy, a wczoraj poszedłem po 22 do lasu. Chciałem nastraszyć Laurę… Dopadłem ją i zaprowadziłem w głąb lasu. Zaczęliśmy się „bawić”… – narysował w powietrzu niewidzialny cudzysłów i kontynuował. - …ale ona zemdlała. Nie potrafiłem jej tam porzucić, więc położyłem się obok niej. Zostałem z nią do rana. O tej piątej, o której się obudziłem wszystko było z nią ok., więc wróciłem do domu.
Zatkało mnie. Ross? Takie coś? To nie było w jego stylu…
- Ross… - zaczęłam. Nie wiedziałam co mu powiedzieć. – Ross Ty musisz ją przeprosić.
- Zro… - zaczął, ale nie dokończył, bo do pokoju wpadł Rik z mamą Stormie.

„Ross”
Gdy zobaczyłem mamę nie wiedziałem co robić. Mam kłopoty…
- Ross! A mi mówiłeś co innego! – wykrzyczał Rik i rzucił się na mnie.
- To Ty podsłuchiwałeś? – spytałem.
- Nie zmieniaj tematu.
- Ja musiałem Cię okłamać, bo… Ty byś się nabijał, że jestem jak dziecko, a nie jak facet.
- Wcale bym tak nie uważał…
- A więc wersja, którą podsłuchałam z Rikiem, ta co opowiadałeś Dellce jest prawdą? – spytała mama. Nie uzyskała odpowiedzi, bo wparował Ellington i zabrał mnie, Rika oraz Delly na próbę zespołu.


------------------------------------
Hejka. Wiem, że rozdział krótki, ale teraz przez jakiś czas takie rozdziały będą, by potrzymać Was w napięciu. Do napisania :)

sobota, 25 października 2014

Z pamiętnika Rydel ~ Niezapomniana podróż (One Shot)


LA/ Egipt, 7 październik 2014

Dziś wstałam wcześnie, gdyż wyjeżdżamy R5-tką na wakacje do Egiptu. Przy okazji nakręcimy teledysk do jednego z naszych utworów z EP-ki. Ja jestem już spakowana i czekam na chłopaków przy aucie taty Marka. Po 5 minutach byliśmy już gotowi do drogi. Ruszyliśmy na lotnisko. Po godzinie od dotarcia na lotnisko był czas na krótkie pożegnanie i zajęcie miejsc w samolocie. Ja usiadłam obok Ella. Podróż była znośna.

W drodze do hotelu Ell ciągnął moją walizkę na kółkach. Po 15 minutach dotarliśmy do hotelu i zameldowaliśmy się w nim. Zamiast się rozpakować zostawiłam walizkę pod ścianą, zabrałam torebkę i wyszłam na zakupy. Słyszałam, że w Egipcie są jakieś wyprzedaże na modne w tym sezonie ciuchy i buty.

Po dwóch godzinach szaleństw po sklepach wróciłam do hotelu i próbowałam upchnąć dwie nowe sukienki, trzy pary spodni i pięć bluzek. Z racji takiej, że nie mieściłam się do swojej walizki poukładałam swoje nowe rzeczy w torbie z ciuchami Ella. Ale będzie miał minę jak zobaczy moje ubrania w swojej torbie...

Jest 21:30. Idziemy całym zespołem na imprezę. Ja ubrałam swoją nową sukienkę, buty na wysokim obcasie. Przeczesałam włosy, zrobiłam makijaż, zabrałam torebkę i wyszłam z Ratliffem za rękę. W klubie świetnie się bawiliśmy. Tańczyliśmy, piliśmy i opowiadaliśmy głupie kawały. Do hotelu wróciliśmy gdzieś około 2 w nocy.



Egipt, 8 październik 2014

Obudziłam się rano w ramionach Ella. Pocałowałam go w policzek i zaczęłam się szykować do śniadanka. Po 20 minutach spotkałam się z rodzeństwem na stołówce. Przy śniadaniu cały czas się śmialiśmy, gdyż Rocky i Ell zaczęli się rzucać jedzeniem, a Rik opowiadał zboczone żarty.

Po śniadaniu ja i Ell postanowiliśmy pozwiedzać miasto. Wypożyczyłam sobie rower, a Ratliff deskorolkę. Rik wybrał się z nami i robił słodkie fotki Rydellington jak to nazywał mnie i Ella. Później Rik poszedł szukać Rossa, a ja i Ell ruszyliśmy dalej. Ratliff popisywał się swoimi sztuczkami na deskorolce.
- Patrz Delly! - zawołał i wykonał kolejny trik.
Zaczęłam mu bić brawo. Ell postanowił wykonać numer, który nikomu się nigdy nie udał...
Tak jak innym ten trik nie udał się Ratliffowi. Przy lądowaniu omsknęła mu się noga i spadł ze wysokiego urwiska.
- Ell nie! - tylko tyle krzyknęłam.


LA, 25 październik

Ostatnie tygodnie były dla mnie ciężkie. Ell zginął po tym jak spadł z urwiska. Po jego śmierci załamałam się... Rozmyślałam nad tym wszystkim kiedy Ross wszedł do mojego pokoju.
- Proszę. To dla Ciebie. Specjalnie z Rikiem to przygotowaliśmy. - powiedział i podał mi ramkę ze zdjęciem.

Spojrzałam na to co otrzymałam. Był to kolaż zrobiony ze zdjęć z wyprawy do Egiptu. - To jest niesamowite. Dziękuję. To najlepszy prezent jaki otrzymałam. - uściskałam brata i usiadłam na swoje łóżko. Wpatrzyłam się w zdjęcie. Pojedyncze łzy spłynęły po moich policzkach. - Dziś miała być nasza rocznica Ell... Brakuje mi Ciebie kochanie... - przytuliłam ramkę z najpiękniejszym kolażem do serca.

Dopiero po dłuższej chwili się ogarnęłam i poszłam na cmentarz zapalić Ellowi znicza. Gdy zrobiłam to co chciałam, uklękłam przy pomniku i przytuliłam się do płyty nagrobka. Mogło to wyglądać trochę dziwnie, ale nie przejmowałam się tym.
- Kocham Cię Ell... - szepnęłam.

W tym momencie poczułam jak ktoś wbija mi nóż w plecy. Upadłam na płytę pomnika Ratliffa. Po chwili zamknęłam oczy i już ich nie otworzyłam. Prościej mówiąc dołączyłam do Ellingtona w niebie...

sobota, 18 października 2014

9. „Prawda czy kłamstwo?”

„Ross”
Obudziłem się w lesie z Laurą na szyszkach. Spojrzałem na zegarek. Jest 5:30. Muszę uciekać, bo Marano zorientuje się co jest grane. Ubrałem się szybko, zaczynając od bluzy. Sam nie wiem kiedy ją zdjąłem. A może Laura ją zdjęła? Mniejsza z tym. Ruszyłem do domu. Chciałem podrzucić Rikowi bluzę, ale była 5:58. Zaraz mama wstanie. Szybko zrzuciłem z siebie bluzę i przebrałem się w piżamkę. Punkt 6 w moim pokoju pojawiła się mamusia Stormie.
- Rossiaku, za 15 minut śniadanie - powiedziała i cmoknęła mnie w głowę. Szybko się ogarnąłem, zjadłem kanapki i poszedłem oddać Rikowi bluzę. Mam nadzieję, że nie będzie o nic pytał.

„Riker”
Siedziałem po śniadaniu w pokoju kiedy nagle wpadł Ross. Rzucił do mnie bluzą.
- Dzięki Rik. – powiedział i ruszył do wyjścia. Zatrzymałem go, bo byłem ciekawy po co mu była…
- Ross zaczekaj – złapałem go za rękę i posadziłem na łóżku.
- Co chcesz? - spytał oschle.
- Nic… Po prostu chciałem spytać po co Ci była bluza?
- To nie ważne. Mogę już iść?
- Nie. Odpowiedz!
- Nie mogę
- Musisz! – nie wytrzymałem i uderzyłem go w twarz – Jestem starszy i musisz się mnie słuchać.
- Jestem pełnoletni i nie muszę!
Uderzyłem go ponownie.
- Gadaj młody! - nakazałem.
- No dobra – powiedział lekko przestraszony. Chyba się mnie boi.
- Więc… - przeciągał – ja… ja… wczoraj…
- Gadaj szybko zwięźle i na temat! – krzyknąłem. Ross ogarnął się i kontynuował.
- Wyszedłem z domu o 22.
- To wiem – przerwałem mu.
- Poszedłem do lasu, bo wiedziałem, że Laura tamtędy wraca. Dopadłem ją i „spędziłem z nią noc” – zaczął malować cudzysłów w powietrzu…
- O kur… Coś Ty odjebał? - tylko tyle odpowiedziałem i wyszedłem ze swojego pokoju.

„Laura”
Obudziłam się w środku lasu. Wszystko mnie bolało, bo przecież spałam na szyszkach. A propo wydarzeń minionej nocy… Niewiele pamiętam, bo zemdlałam. Ogarnęłam się i wróciłam do domu. Od wejścia natknęłam się na Van.
- Hej Młoda! – przywitała się
- Hej Van… - mruknęłam pod nosem.
- Co jest Lau? – spytała
- Nic.. Po prostu coś się stało dziś w nocy…
- Ktoś Ci coś zrobił? – wypytywała.
Ja jednak postanowiłam zachować to tylko dla siebie… Tylko dla siebie…


---------------------------------------
Hejka! Dzisiejszy rozdział zawiera fragmenty Rikeroholic (oczami Rika).
Wczoraj miałam w szkole "Otrzęsiny". Musiałam wypić mieszankę chrzanu z czymś jeszcze (nie wiem co to było dokładnie, ale było okropne). Na ręce miałam pieczątkę, której później nie mogłam zmyć...
A Wy mieliście "Otrzęsiny"?

środa, 15 października 2014

8. „To nielegalne”


Rozdział dedykujemy Lagusiakowi.


„Ross”
Późnym wieczorem skończyłem pracę. Dokładnie to o 20:50. Wściekły wparowałem do domu. Ta Marano mnie wpienia. Raz mnie kocha, raz się obraża, raz do mnie wraca, raz ze mną zrywa. Mam tego dość! Postanowiłem pogadać z Rikiem.
- Rik? – spytałem, gdy tylko otworzyłem drzwi. Brata nie było. Usiadłem na łóżku i czekałem aż wróci. Po pół godzinie pojawił się.
- O! Cześć Ross! – przywitał się z entuzjazmem.
- Hej Rik… - mruknąłem cicho. – Muszę Ci coś opowiedzieć…
- Ciekawe co… - usiadł obok mnie.
- Dziś na planie poważnie pokłóciłem się z Laurą. Ta cała Marano… - zacząłem swój monolog.

„Rik”
Ross nawija i nawija od pół godziny. Postanowiłem mu przerwać.
- Ross, przejdź do rzeczy! – krzyknąłem.
- No dobra. Powiem co od Ciebie chciałem. Wymyśliłem plan zemsty na Laurze, ale potrzebuję jednej rzeczy. Masz jeszcze tą bluzę, w której nie widać twarzy? Zdziwiło mnie pytanie brata. Wstałem i otworzyłem szafę…
- Zaraz zobaczę czy mam… - przeszukałem całą szafę, aż w końcu znalazłem wcześniej wspomnianą rzecz na dnie szafy. Podałem ją młodemu.
- Dzięki Rik. – przytulił mnie i poszedł. Zacząłem się zastanawiać co on chce zrobić. Czy to nielegalne? Chyba tak, bo Ross by powiedział co to. Mam nadzieję, że nie wkopie się w kłopoty.

„Laura”
Jest 22. Wracam sama do domu. Dlaczego pokłóciłam się z Rossym? On by mnie odprowadził… Rozmyślałam. Postanowiłam iść na skróty przez las. Wiem, że to niebezpieczne, ale teraz to mi wszystko jedno. Gdy tak szłam ktoś złapał mnie w pasie. Chciałam się wyrwać, ale na marne. Chłopak był bardzo silny zupełnie jak Ross. Napastnik prowadził mnie w głąb lasu. Dopiero domyśliłam się o co chodzi. Kopnęłam go w brzuch, ale on się nie dał. Zaczął mnie rozbierać.

„Ross”
Jest 22. Dokładnie 22:16. Jestem w środku lasu z Laurą. Zaraz pokażę tej Marano co to jest cierpienie. Ona nie wie, że to ja i raczej się nie dowie. Rozbierałem ją i całowałem. Młoda Marano wyrywała się i mnie kopała. Mimo tego nie odpuściłem. Tak się rozszalałem, że zleciał mi kaptur. Laura chyba nie ujrzała mojej twarzy, ale samą grzywkę. Mało brakowało bym się zdemaskował. Wróciłem do „zabawy” lecz Marano zemdlała… Postanowiłem nie zostawiać jej tam samej, więc położyłem się obok.



-------------------------------
Hejka. Tak jak mówiłam akcja zaczyna się powoli rozkręcać, ale i tak najwięcej się dzieje w rozdziałach Rikeroholic. Ode mnie to tyle. Do napisania. ~ Wiki R5er

Słówko Rikeroholic: W międzyczasie zapraszam do poczytania i głosowania na: http://r5-interaktywnyblog.blogspot.com