środa, 8 października 2014

7. „Wielkie zmiany”


„Narrator”
Minęło trochę czasu. Wszystko było dobrze do dziś dnia. Ross poszedł na plan nagrywać 4 sezon A&A. Przez pierwsze dwie godziny było ok, ale podczas przerwy obiadowej do Rossa podeszła Laura i zaczęła się z nim kłócić.

„Ross”
Nie wiem co Lau odbiło. Jeszcze wczoraj wszystko było w porządku, a dziś na mnie wrzeszczy. By nie robić obciachu i by wszyscy nie musieli oglądać scen, które odstawiała Laura, postanowiłem zabrać ją do garderoby. Chwyciłem brunetkę za rękę i zaprowadziłem do swojej garderoby. Tam ponownie zaczęliśmy się kłócić. Marano tak mnie wpieniała, że kilka razy ją popchnąłem.
- Ross, Twoja mama przygarnęła Cię, po tym jak tata Mark znalazł Cię koło śmietnika! – wykrzyczała mi prosto w twarz. Zabolały mnie te słowa. Jak ona może… Pomyślałem i pchnąłem ją na ścianę. Ona uderzyła się o nią całym ciałem i powoli osunęła się po niej. Patrzałem na to ze strachem w oczach, gdyż po chwili zemdlała. Co będzie jeśli ją zabiłem? Zamkną mnie w więzieniu, a ja tam nie mogę być… Nie poradzę sobie.

„Laura”
Ja wcale nie zemdlałam. Po prostu zamknęłam oczy, by trochę nastraszyć Lyncha. Ciekawe co zrobi… Leżałam sobie na podłodze pod ścianą, na którą mnie pchnął ten głupi blondyn. I pomyśleć, że kiedyś go kochałam… Tyle razy się kłóciliśmy, ale to o drobiazgi. Ale to co mi powiedział dziś rano… Zmienia całą sytuację. Jakby nie było to on zaczął, bo z samego rana wyzwał moją rodzinę od najgorszych. Ta… Najlepiej. Całą winę zwalić na niego, bo to palant, idiota… Tyle tych określeń na niego. Postanowiłam jeszcze trochę go zdenerwować. Otworzyłam oczy i powoli podniosłam się z podłogi.
- I co zadowolony? – spytałam. – Mogłeś mnie zabić… - zero odpowiedzi. – Powiem Ci coś jeszcze. Wiem kim są TWOI PRAWDZIWI RODZICE… - specjalnie podkreśliłam słowa twoi prawdziwi rodzice, bo do niego inaczej nie dociera. – Chcesz wiedzieć? – spytałam przewracając oczami.
- Mów, ale szybko. Nie mam ochoty marnować na Ciebie czasu… - powiedział po paru minutach.
- Więc tak… Twoja mama to… - specjalnie przeciągałam. - Wiesz co? Nie wiem czy mogę Ci powiedzieć. - rzuciłam perfidnie i zaczęłam bawić się swoimi włosami.
- Gadaj. – warknął i przygniótł mnie do ściany.
- Ross puść mnie! – krzyknęłam. Nie poskutkowało. – Nie posłuchałeś mnie i nie puściłeś, więc nie dowiesz się kim są Twoi rodzice. – wyrwałam się mu i wyszłam.

„Ross”
Gdy Laura wyszła dopiero do mnie dotarło co tu się wydarzyło. Nie zostawię tego tak. Już mam plan jak się odegrać. Będzie ciekawie. Oj Marano, Marano… Pożałujesz tego co zrobiłaś. Postanowiłem jeszcze ustalić kilka spraw z Rikiem i wykonać swój plan zemsty na Lau.

niedziela, 5 października 2014

6. „Powrót i kłamstwo”

„Ross”
Już od kilku godzin leżę na łóżku i płaczę. Lau mnie porzuciła… Jest mi strasznie ciężko. Postanowiłem się przejść. Ogarnąłem się i ruszyłem do parku. Usiadłem na brzegu ulubionej fontanny ~ mojej i Lau. Wyciągnąłem telefon i w notatce zacząłem pisać tekst nowej piosenki. Była smutna o rozstaniu. Opowiadała o mnie i Lau. Gdy skończyłem była 18. Wstałem i ruszyłem do domu. Po drodze zobaczyłem Laurę. Całowała się z kimś innym! Przez to moje serce jeszcze bardziej rozbolało. „My heart hurt like damn.” Mruknąłem pod nosem. Zrozpaczony, biegiem wróciłem do domu.

„Laura”
Dziś całe popołudnie spędziłam z moim byłym chłopakiem ~ moim kochanym pakerem. Byliśmy w kinie, na lodach… A gdy wracaliśmy parkiem widziałam Rossa. Był smutny i załamany. Co ja najlepszego zrobiłam? Przeze mnie Lynchuś może sobie zrobić krzywdę i mogę go więcej nie zobaczyć… Jestem kretynką, skończoną idiotką! Muszę iść go przeprosić. Pożegnałam się z pakerem i powiedziałam mu, że to spotkanie to jedna wielka pomyłka. Rozstałam się z nim i poszłam do siebie się przebrać. Ubrałam sexy bieliznę i krótką sukienkę. Włosy związałam w kitkę i ruszyłam do domu Lynchów. Drzwi otworzył Rocky, którego wyminęłam bez słowa. Otworzyłam drzwi do pokoju Rossa.

„Ross”
Marano wróciła dopiero wieczorem. Z jednej strony nie byłem szczęśliwy, że ja widzę, po tym co mi zrobiła, ale z drugiej strony… Nadal ją kocham. Brunetka bez pytania położyła się na moim łóżku. Zamknęła oczy. Zauważyłem pojedyncze łzy na jej twarzy. Przytuliłem ją, by poczuła się bezpieczniej. Po chwili obróciła się do mnie.
- Sorry Ross... Nie chciałam Cię zranić. Myślałam, że to zwykła pomyłka... Ale okazało się, że jednak nie. Jeszcze raz Cię przepraszam Rossy. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.
- To co? Pobawimy się jak wczoraj? - nie czekając na moją odpowiedź zaczęła się rozbierać. Zaczęliśmy się całować. Znów to zrobiliśmy. Mam nadzieję, że jutro nie będzie takiej samej awantury jak dziś rano.

„Rydel”
Dopiero wróciłam do domu. Jak chłopaki byli na kręglach, ja byłam u kumpeli. Za to z samego rana poszłam do Ella. Nie wiem co mi odbiło, ale przespałam się z nim w dzień i zaraz po tym go rzuciłam. Teraz wróciłam załamana do domu. Straciłam chłopaka i kumpla, a do tego rozwaliłam R5.
Bracia mi tego nie darują. Weszłam po cichu. Miałam nadzieję, że nikt mnie nie zobaczy, Niestety, nie udało mi się to.
- Gdzie się było tyle czasu młoda panno? – usłyszałam głos taty Marka. On zawsze jest surowy, jeśli go nie słuchamy. Chyba wkopałam się w problemy.
- A u koleżanki… - starałam się nie wpaść.
- To dlaczego płaczesz?
- Nic, nic… Mam na coś uczulenie. – skłamałam, ale tata uwierzył i dał mi spokój. Poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Płakałam i nie wiedziałam co zrobić. Chyba muszę wyjaśnić wszystko Ellowi i tyle. Mam nadzieję, że mi wybaczy i wróci do mnie. Podniosłam się z łóżka i zaczęłam poprawiać makijaż. Miałam właśnie wyjść, gdy ktoś zgasił światło u mnie w pokoju, obłapał mnie w pasie i rzucił na łóżko. Ten ktoś zaczął mnie całować i rozbierać. Starałam się rozpoznać tę osobę. Po ciemku było mi ciężko. Całusy tego ktosia były takie cudowne, że postanowiłam się z nim zabawić. Ten „nieznany” mi chłopak bardzo swoim zachowaniem przypominał Ratliffa. Z samego rana, gdy tylko otworzyłam oczy zobaczyłam, że to on. Ellington był przy mnie.
- Ell… - szepnęłam i lekko go szturchnęłam.
- Co jest Delly? – spytał zaspany.
- Byłeś tu całą noc?
- Byłem, a co?
- A nic… Chcę wiedzieć, czy mi wybaczysz i wrócisz do mnie?
- Oh Rydel. Oczywiście, że tak. – pocałował mnie. Jest cudownie. Super, że się dogadaliśmy.

czwartek, 2 października 2014

5. „Czy to była pomyłka?"


Ten rozdział dedykujemy Weris Lynch, która ma dziś urodziny. Wszystkiego najlepszego!




-------------------------------------

„Laura”
Obudziłam się w ramionach Rossa. Czy my to serio zrobiliśmy? To nie możliwe... A jednak... Spojrzałam na Rossa. Jest taki słodki jak śpi. Aż mi szkoda go budzić. Ale będę musiała, bo... Czeka nas poważna rozmowa. Czy to była pomyłka? W sumie było nam razem dobrze, ale... To nie powinno się wydarzyć. No tak. Zawsze jakieś ale. Zaczęłam krzyczeć na siebie w myślach. Lau, gdzie Ty podziałaś rozum! Przespać się z Lynchem, mimo takich rzeczy, o których o nim opowiadali Ci rodzice! Jestem zła na siebie, że wczoraj zapomniałam o czymś ważnym, bardzo ważnym. Jestem zła na blondyna, że mi o tym nie przypomniał i, że... Był taki czuły i delikatny, że sprawił mi przyjemność, że mnie tak pieścił... Jestem okropnie zła. Chciałam wstać, ubrać się i wyjść bez pożegnania, ale Rossy się obudził. Co Ci odbiło Lau? Spytałam się w myślach. Rossy? Serio? Lau, jesteś silna i nie dasz się urokowi jego białych ząbków. Zostawię go i wrócę do mojego byłego, kochanego pakera. Lynch przeciągnął się i pocałował mnie w czoło. Dlaczego on to robi? Dlaczego on mnie tak oczarowuje?

„Ross”
Otworzyłem oczy i przeciągnąłem się. Lau była jakaś zła. Nagle wybuchła i krzyczała na mnie.
- Ross, Ty idioto! - pierwszy raz ktokolwiek nazwał mnie idiotą. Ja nim nie jestem! - Jak mogłeś mi nie przypomnieć!? - co ona taka nerwowa? Pytałem się sam siebie.
- Niby o czym miałem Ci przypomnieć? - spytałem się łagodnie, bez nerwów, bez krzyku. Nie tak jak Lau.
- Ty dobrze, wiesz o czym! Nie zgrywaj idioty! - znowu nazwała mnie idiotą. O nie. Ja się tak nie dam. Też zacząłem wrzeszczeć. Była 5 rano, więc nie zdziwiłem się jak wściekły i nie wyspany Rik wparował do mnie do pokoju.
- Brat, Ty idioto! Jest dopiero piąta, a Ty kłócisz się z Laurą! Nie możecie tak kiedy indziej!?
- Nie! - wrzasnęliśmy razem z Lau. - Rik wyjdź. - zarządziłem. Brat zrobił to co mu kazałem.
Wróciłem do „rozmowy” z Laurą.
- Perełko ty moja... - zacząłem. Nie wiem skąd mi się to wzięło.
- Nie mów tak do mnie! - warknęła.
- O co Ci chodzi? Wczoraj wszystko było ok. Podobało Ci się, chciałaś coraz więcej i więcej... Co się stało, że tak nagle się obraziłaś? Przecież ja Ci krzywdy nie zrobiłem...
- Nie chce mi się z Tobą gadać. - powiedziała oschle i zaczęła się ubierać.
- No, ale powiedz... - nalegałem. Z resztą sam nie wiem dlaczego.
- Ty i tak tego nie zrozumiesz! - krzyknęła i ruszyła do drzwi. Podbiegłem do niej i obłapałem ją w pasie. Obróciłem ją twarzą do siebie i pocałowałem namiętnie. Brunetka odwzajemniła to, ale po chwili się wyrwała. Nie mam już na nią siły. Spróbowałem jeszcze raz. Przyciągnąłem brunetkę do siebie i pocałowałem. Zanim się wyrwała, wziąłem ją na ręce. Rzuciłem ją na łóżko. Znów pocałowałem ją namiętnie. Usiłowałem ją rozebrać, ale dziewczyna wyrywała się.
- Laucia, co jest? Dlaczego jesteś dla mnie taka złośliwa? - spytałem i pocałowałem ją delikatnie.
Brunetka odwróciła głowę. Nie uzyskałem odpowiedzi. Wyszła, a ja zostałem sam. Usiadłem na łóżku. Schowałem twarz w dłonie. Jak ja mogłem być taki głupi? Jak mogłem dać się tak wykorzystać? Pytałem się sam siebie. Po paru minutach postanowiłem się ogarnąć. Ubrałem się i zszedłem zjeść śniadanie. Mmm…Mama znów zrobiła tosty z serem… Zjadłem chyba z 5 i wróciłem do siebie. Moje życie straciło bez niej sens.

„Stormie”
Ross zjadł szybko śniadanie i bez słowa wyszedł. Nawet się nie przywitał. Coś z nim nie tak. Zawsze pytał się co u nas, opowiadał o tym, co mu się śniło… A dzisiaj? Nic. Ani zwykłego dzień dobry. Będę musiała z nim porozmawiać, tylko najpierw ugotuję pomidorówkę na obiad.

„Ross”
Byłem smutny, załamany. Leżałem na łóżku i płakałem. Pewnie ciężko w to uwierzyć, ale płakałem i to nie pierwszy raz w dniu dzisiejszym. Zacząłem rozmyślać nad wydarzeniami tego dnia, gdy do mojego pokoju weszła mama.
- Synuś, powiedz, co się stało? – pytała z troską. Zastanawiałem się czy odpowiedzieć. Nie miałem ochoty, więc po prostu wtuliłem się w nią. Gdy się trochę uspokoiłem, postanowiłem opowiedzieć wszystko.
- Laura… Ona… - plątałem się w słowach. – Ona… Ona… Mnie… - nie potrafiłem się wysłowić. – Ona mnie wykorzystała! – wykrzyczałem i znów się rozpłakałem. Mama starała się mnie pocieszyć. Na marne…

niedziela, 28 września 2014

4. „Lekkie zapomnienie i namiętność”


„Ross”
Po 5 minutach trochę odzyskałem siły. Powoli próbowałem wstać, ale na marne. Przy upadkach poobijałem się jeszcze bardziej. Brzuch boli mnie jak cholera. W końcu powoli na kolanach, podpierając się rękoma, doczołgałem się do swojej garderoby. Mama rozmawiała z kimś przez telefon. Czyli muszę poradzić sobie sam.

„Stormie”
Już od pół godziny gadam z Rydel. Nie chciała powiedzieć co się stało, ale podeszłam ją swoim słynnym sposobem.
- Już dobra. Powiem Ci co się stało. – w końcu w słuchawce po parunastu minutach odezwała się moja córka. – Tak więc… Riker chciał usmażyć dla nas kotlety, ale… Rocky go odciągnął i… Rik przez nie uwagę najpierw spalił danie, a później, to jest teraz spowodował pożar. Mamuś przyjeżdżaj szybko! Jak tylko to usłyszałam, wrzuciłam telefon do torebki i samochodem ruszyłam do domu.

„Laura”
Widziałam co się stało Rossowi. To moja wina. Muszę mu pomóc. Szybko się przebrałam i wyszłam ze swojej garderoby. Najpierw odepchnęłam od siebie mojego chłopaka. Po tym co zrobił to chyba byłego. Usłyszałam jak coś jeszcze do mnie wołał.
- To koniec! Zrywam z Tobą! – krzyknęłam do niego.
Weszłam do garderoby Rossa. Gdy zobaczyłam w jakim stanie jest blondyn pomyślałam sobie, jaki on jest biedy i jak to musi go boleć. Usiadłam na kanapie tuż przy leżącym Lynchem. Kiedyś, ale to kiedyś wolałam Rika, ale Rossy jest o wiele lepszy. Postanowiłam trochę ulżyć Rossowi i nieco go zszokować. Delikatnie uniosłam jego koszulkę i pocałowałam go w brzuch. Zapomniałam o tym co mój tata mówił na temat Lynchów i ponownie złożyłam pocałunek na brzuchu Rossa.

„Ross”
Laura dopiero po takim czasie pojawiła się i to ni stąd ni z owąd. Byłem zdziwiony, że całuje mnie po brzuchu. Spodobało mi się to i mimo bólu usiadłem. Wziąłem brunetkę na kolana. Zaczęliśmy się całować. Nasze pocałunki stawały się coraz namiętniejsze. Zupełnie zapomnieliśmy o rzeczywistości i powoli zdejmowaliśmy z siebie nawzajem rzeczy. Ja miałem łatwiej, bo Lau ubrała sukienkę. Gdy byliśmy pół nadzy dostałem smsa od Caluma, że mamy z Laurą przyjść na plan. Odpisałem mu, że tak mocno oberwałem w brzuch, że już nie mam siły. Aby nikt się nie zorientował poprosiłem brunetkę o odprowadzenie mnie do domu, bo „sam nie dam rady”. Po chwili byliśmy już u mnie w domu w moim pokoju. Tam wznowiłem moją zabawę z Laurą. Mimo iż bolał mnie brzuch chciałem, by Lau mocno mnie przytulała. Zgasiłem światło, które z rozmachu zapaliłem mimo iż była dopiero 14. Ściągnąłem żaluzje, by nikt nas nie podglądał. Znów zacząłem całować się z Marano. Tak jak poprzednim razem, nasze pocałunki stawały się coraz namiętniejsze. Znów zaczęliśmy się rozbierać. Po paru minutach całowania zaczęliśmy naszą zabawę. Po wyrazie twarzy Lau, szło wywnioskować, że podoba się jej i jest w siódmym niebie.

„Stormie”
Po godzinnej męczarni ugasiłam kotlety na piecu. Kuchnia się nie spaliła. Rydel chyba trochę przesadziła. Teraz siedzę zmęczona na kanapie w salonie i oglądam powtórkowe odcinki A&A. Riker, Rocky, Ryland i Ell poszli na kręgielnie. Rydel jest u jakiejś kumpeli, Mark w pracy, a Ross chyba nadal na planie. Chociaż… Zaraz, zaraz… Ktoś musi być w domu, bo ja nie wołam „Oh Rossy”. Pewnie Laura przyszła z Rossem, a ja ich nie widziałam. Z resztą… Nie obchodzi mnie to…
- Ciekawe co oni tam robią? – spytałam sama siebie. To nie moja sprawa. Są dorośli, więc mogą
robić co chcą.


--------------------------------------
Hejka. Ostatnie dwie godziny spędziłam robiąc szablon... Mam nadzieję, że podoba się Wam nowy wygląd bloga. Swoje opinie możecie wyrażać w komentarzach.
Do napisania :-* ~ Wiki R5er

Słówko od Rikeroholic: Tak na prawdę to ja zaczęłam wycinać Rossa na szablon, ale po godzinie dziobania do reszty mi zbrzydło. Wiki nie pomagała tylko jadła ciasto i bez przerwy nawijała o nowej miłości! ;) A ja wiedziałam o tym od dawna, że podoba się jej... I męczyłam ją piosenkami z Teen Beach Movie ;) A w szczególności tą, którą dodaję pod rozdziałem (śpiewam lepiej niż Maja :D). To do napisania!


środa, 24 września 2014

3. „Załamanie, strach i ból”


„Ross”
Obudziłem się rano. Byłem szczęśliwy. Śniła mi się Laura… Była ona naga… Na samą myśl
rozpłynąłem się. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Rika.
- Delly spała z Ellem! I to nie tylko obok! – darł się na cały dom. Wszyscy oprócz
wspomnianej pary
to słyszeli. Zdziwiło mnie to. Przecież ona go nienawidziła… Mniejsza z tym. Zszedłem do
kuchni. Zrobiłem sobie kanapki. Zjadłem je, umyłem zęby i wyszedłem z domu na plan. Po
drodze spotkałem Laurę. Szła ze swoim… Kolegą? Nie, bo szli za rękę. Bratem, o którego
istnieniu nikt nie wie? Nie… Chłopakiem? Chyba tak, bo na to wyglądało. Gdy to
zobaczyłem załamałem się. Najpierw wbiegłem na plan, a później do garderoby. Zapłakany
zacząłem się szykować. Po 15 minutach przyszła mama Stormie. Wtuliłem się w nią. Mama
nie wiedziała co się stało. Próbowała się dowiedzieć, ale na marne. Milczałem jak zaklęty.
- Jeśli nie chcesz mówić, to nie musisz… - powiedziała i pogłaskała mnie po plecach. Jak ja
kocham moją mamę… Zawsze jest przy mnie… Pociesza mnie… Kocha… Nie wyobrażam
sobie życia bez niej. Wyszedłem z garderoby. Mieliśmy nagrywać scenę z całowaniem.
Tylko nie z całowaniem. Chłopak Lau tu jest i mnie zabije.
- Akcja! – krzyknął reżyser. Zbliżyłem się do Laury. Jej chłopak pokazał mi zaciśnięte
pięści.
Automatycznie od niej odskoczyłem.
- Cięcie! – krzyknął reżyser. Podszedł do mnie. – Ross, wytłumaczysz mi dlaczego nie
pocałowałeś Laury na potrzeby serialu?
- Eeeeeeee… - przeciągałem. – Bo… Nie ważne. – powiedziałem i machnąłem ręką. Znów
zaczęliśmy nagrywać. Chłopak Lau przysłał mi smsa.



Wystraszyłem się i pobiegłem do mamy. Pokazałem jej smsa. Moja kochana mamusia poszła z nim porozmawiać. Ja wróciłem na plan. Zobaczyłem, że chłopaka Laury nie ma. Wznowiliśmy nagrywanie. Zbliżyłem się do Lau. Pocałowałem się z nią. Było cudownie. Laucia miała akurat wiśniowy błyszczyk. Mmm… Gdy reżyser krzyknął „Cięcie!” odsunąłem się od brunetki na metr.

„Stormie”
Złapałam chłopaka Laury i zaczęłam mu prawić kazanie. Powiedziałam, że nie ma dręczyć Rossa, bo będzie miał do czynienia ze mną. Gdy skończyliśmy rozmowę poszłam do garderoby Rossiaka.

„Ross”
Szedłem sobie do garderoby, gdy chłopak Laury mnie napadł. Najpierw mnie spoliczkował, więc mu oddałem. Chłopak uderzył mnie w brzuch. Leżałem na podłodze i zwijałem się z bólu. Laura zamiast mi pomóc poszła do swojej garderoby, a jej chłopak śmiał się ze mnie. No ekstra. Sam chyba nie dam rady.

..................................
Ten rozdział pisała Wiki, ale ze względu, że jest dziś zajęta to wstawiam ja. 
Pozdrawiam serdecznie i do napisania ;)

sobota, 20 września 2014

2. „Wyznania i nocka”


„Narrator”
R5 i Ryland spędzili razem całe popołudnie. O 19 zjedli kolacje i zaczęli wariować. Wybiła 20. Stormie weszła do salonu.
- Jest dwudziesta! Wszyscy do łóżek! – krzyknęła. Wszyscy pobiegli na górę. Został Ross i Ell. – Ty Rossiaku byłeś grzeczny, więc nie musisz iść jeszcze spać. Za to Ty Ellington… Dostałeś szlaban, więc musisz już spać. A wiem, że w twoim domu Cię nikt nie upilnuje… - przeciągnęła. Chwyciła Ella za rękę i zaprowadziła pod pokój Delly. – Będziesz spał z Rydel. – wepchnęła go do pokoju blondynki i zakluczyła drzwi. Ross przyglądał się tej scenie i się śmiał. Wyglądało to przekomicznie. Ross postanowił się położyć i marzyć o Lau.

„Rydel”
Mama wepchnęła mi Ella do pokoju i zakluczyła drzwi. Popełniła błąd, bo ja nie cierpię tego gnoja i najchętniej bym go zabiła… Spojrzałam na Ratliffa.
- Czy on musi tu być? – spytałam. Nie otrzymałam odpowiedzi. „Ta noc zapowiada się długa.” – pomyślałam i położyłam się. Ell położył się obok. Zepchnęłam go. Wskoczył ponownie, więc ponownie go zwaliłam. On powrotem na łóżko, ja go na ziemię. Chyba z godzinę tak robiliśmy, aż oboje położyliśmy się padnięci na łóżku. Jak widać, nie da rady pozbyć się gnoja z wyra… Postanowiłam zszokować go. Przytuliłam się do jego klaty. Przysnęłam. Obudziłam się o 2 w nocy. Szturchnęłam Ratliffa. Był taki zaspany, że aż uroczy.
- Ell… - zaczęłam. – Ja mam do Ciebie pytanie. Czy Ty znasz kogoś kto byłby ze mną i pozwolił Rossowi w ostateczności zamieszkać na starość? – spytałam. Trochę dziwne to pytanie.
- Znam taką jedną osobę… Zgaduj kto to?
- Nie wiem Ell.
- No, ale zgaduj.
- No dobra. Znam tą osobę?
- Znasz i to dobrze.
- Nie wiem Ell. Znam wiele osób, ale chyba nikt z nich by na to nie poszedł… Powiedz mi kto to jest? – spytałam, słodko trzepocąc rzęsami.
- To… - zaciął się. – To… To… - powtarzał wkoło. – To… To… To… To ja! – w końcu dokończył.
- Ale jak to? My jesteśmy kumplami tyle lat, a Ty dopiero teraz to mówisz?
- Wcześniej, w sumie teraz też, nie potrafiłem Ci powiedzieć.
- A kochasz mnie?
- Tak.
- Ja Ciebie też. – pocałowałam go delikatnie. Tak mi się to spodobało, że zaczęliśmy się całować.
Robiło się coraz goręcej. Ell całował mnie coraz to namiętniej. Zaczęliśmy się nawzajem rozbierać. Nie wiedziałam, że Ratliff może mieć taką fajną klatę. No, ale niby skąd miałam wiedzieć. Nigdy nie zdejmował koszulki. Całą noc się wygłupialiśmy. On jest najlepszy.

poniedziałek, 15 września 2014

1. „Próba i szlaban”


„Narrator”
W LA zaczął się kolejny wakacyjny dzień. Data 22.07.2014r. widniała w naściennym kalendarzu. Stormie gotuje obiad, Mark jest w pracy, a R5 i Ryland gonią się po domu. Jak na razie, nic nie zniszczyli. Po półgodzinnej gonitwie, wszyscy opadli na kanapę i fotele. Ratliff poszedł do kuchni po coś do picia. Stormie zagadała go.
- Ellington, zaczekaj. Mam do Ciebie sprawę.
- A jaką pani Lynch?
- Posłuchaj. Chodzi o Rossa. Jest niezaradny życiowo i potrzebuje całodobowej opieki. Pomyślałam więc, że ktoś będzie musiał go przygarnąć na starość, jak mnie już zabraknie. Mogę na Ciebie liczyć?
- No nie wiem… Chciałbym ułożyć sobie życie, ale… Prawie na 100% moja przyszła dziewczyna, narzeczona i żona nie zgodziłaby się. Więc z przykrością mówię nie. – Ell wyszedł z kuchni, ale zapomniał zabrać napojów.
- Ell, gdzie są napoje? – spytała zmęczona Rydel.
- Ja zapomniałem ich zabrać z kuchni, bo wasza mama mnie zagadała. Zaraz po nie pójdę.
- Lepiej nie! – krzyknął Rik. – Lepiej ja pójdę. – powiedział i wyszedł. Stormie zagadała go tak samo jak Ella. Też wrócił bez napojów. Tak samo Rocky, Ryland i Rydel. Ross wstał z kanapy i poszedł do kuchni. Nie zdążył zabrać napojów, bo Riker zwołał wszystkich na próbę. Śpiewali po kolei swoje piosenki, m.in.: „Always”, „Never”, „My Confession”, „What Do I Have To Do”, „Crazy Stupid Love” oraz covery  „Best Day Of my Life”, „Love Me Again” i oczywiście „Girls”. Ross nieco się męczył, gdyż miał zatkany nos.


„Laura”
Przyszłam do domu Lynchów. Sama nie wiem po co. A tak. Dać Rossowi poprawiony scenariusz do 4 sezonu A&A. Siedzę ze Stormie w kuchni. Gadamy o ciuchach, butach i dodatkach. Ale zaraz, zaraz. Stormie nigdy nie rozmawia ze mną o takich rzeczach. Rozmowy z nią są zazwyczaj na poważne tematy. Jeszcze nie wiem, co mnie czeka. Stormie spoważniała i zaczęła opowiadać o Rossie. Jaki to on był słodki jak był mały, jaki on niezaradny życiowo.
- Zajmiesz się Rossym? – tego pytania obawiałam się najbardziej. W tym momencie drzwi od kuchni otworzyły się i stanął w nich zakatarzony Ross. Stormie wstała, wzięła chusteczkę i podeszła do blondyna.
- No już dmuchaj, dmuchaj… Wydmuchaj ten nosek. – gdy Stormie to powiedziała, nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Ross to zauważył i obrażony wyszedł z kuchni.
- O czym to ja mówiłam? A tak. Już wiem. Pytałam się czy zajmiesz się Rossym?
- Ja? Czemu Rydel się nim nie zajmie? Przecież to jej brat.
- Rozmawiałam z nią i powiedziała, że nie, bo ma już plany, a Ross by jej wszystko popsuł i tyle.
- A Riker? Rocky? Ryland? To są jego bracia.
- Oni się nie nadają…
- A Ell? No chyba przygarnął by kumpla?
- On może tak, ale jego dziewczyna by się nie zgodziła.
- A może ktoś inny by się znalazł?
- Niestety nie… Więc jak? Zajmiesz się Rossym?
- No nie wiem… Ja mam chłopaka, a on nie zgodzi się, bo uważa Rossa za konkurencje…
- No nie rozśmieszaj mnie Lau. Ross uważany za konkurencje? On nie radzi sobie z ugotowaniem wody, a co dopiero z odbijaniem dziewczyn.
- Wszystko słyszałem. – powiedział Ross stojący w drzwiach. – Jak byś mnie nie znała to ok, ale jesteś moją mamą to powinnaś wiedzieć, że potrafię gotować, prać, prasować i sprzątać. I nigdy nie masz pewności, że nie odbiję dziewczyny. – Ross wyszedł.
- Wow. Z jednej strony przygarnęłabym Rossa, bo potrafi tyle rzeczy, a z drugiej strony nie chciałabym, by Rossy wtrącał się w mój związek… Nie wiem co powiedzieć… Na razie mówię nie, ale się zastanowię.
- Dobrze Lauro. Zawołam Rossa, bo miałaś do niego sprawę. – mama blondyna wyszła. Po chwili pojawił się w kuchni wcześniej wspomniany Lynch. Usiadł naprzeciwko mnie.
- Coś chciałaś ode mnie? – spytał.
- Przyszłam dać Ci scenariusz do 4 sezonu Austin i Ally z małymi poprawkami. – podałam blondynowi kartki grubości całej ryzy papieru. „Ten to się naczyta.” – pomyślałam.
- Dziękuję. – usłyszałam głos Rossa. Ach… Jak ja uwielbiam ten jego głos… Rozmarzyłam się, ale po chwili się otrząsnęłam. Spojrzałam w jego czekoladowe oczy… Zawsze jak na nie patrzę to rozpływam się i marzę o pocałunku z Rossym. Stop Lau. Ty nie możesz marzyć o Rossie. Porozmawiałam z nim jeszcze chwile i wyszłam z ich domu.


„Ross”
Brunetka wyszła, więc poszedłem do sali prób, gdzie nadal było moje rodzeństwo. Stanąłem za mamą, niezauważony przez nikogo.
- Źle się zachowaliście w stosunku do Rossa. Laura choć nie jest z rodziny powiedziała, że się zastanowi nad przygarnięciem Rossa. A Wy co? Nie, bo dziewczyna się nie zgodzi. Nie, bo Ross psuje wszystkie plany… – nawijała mama. Postanowiłem zrobić rodzeństwu kłopoty. Stojąc za mamą, zacząłem rozśmieszać rodzeństwo i kumpla.
Ja tu mówię do was na poważnie, a wy się śmiejecie? – zaczęła podniesionym tonem mama. – Za to wszyscy dostajecie szlaban. Zero TV, komputerów, tabletów i telefonów! Albo nie. Przez cały tydzień musicie spać o 20! O tak. To będzie idealna kara. Teraz idę zająć się Rossem.

Gdy to usłyszałem to od razu zwiałem. Usiadłem przed TV i oglądałem program kulinarny. Mama nie wie, że to ja ich rozśmieszałem.


------------------------------------------------
Hejka!
Pierwszy rozdział za nami. Na razie akcja toczy się spokojnie, ale niebawem się rozkręci.
Ja jutro wyjeżdżam na biwak integracyjny z moją nową klasą, więc następny rozdział najprawdopodobniej 20.09. ~ Wiki R5er


Słówko od Rikeroholic: Ja będę tylko czasami wklejać rozdziały jak Wiki nie będzie mogła, bo te pisane przeze mnie pojawią się dopiero po 20 rozdziale i będą oznaczone, że to moje.