czwartek, 18 grudnia 2014

23. „Delly vs Kelly”

„Rydel”
Jesteśmy z Ellem parą od kilku miesięcy. Właśnie szykuję rocznicową kolację. Kupowałam pomidorki z moim Rudzielcem  kiedy zauważyłam w sklepie Kelly. Ell zapewniał mnie, że to co czuł do Kelly już dawno wygasło. Mimo to ciągle czułam się zazdrosna. Kelly podeszła do nas i chciała chwilę pogadać z Ellem na osobności. Wiedziałam, że coś knuje więc poszłam za nimi.
- Tylko z Ellem! Zabieraj się! - zmierzyła mnie wzrokiem i pokazała z politowaniem na moją sukienkę. - Kupiłaś to w lumpeksie na dziale ciążowym? Oh, przepraszam zapomniałam Ty nie możesz mieć dzieci, biedactwo...
Nie wiem skąd, ale wiedziała, że od dłuższego czasu bezskutecznie staramy się z Ellem o dziecko. Ten przytyk tak mnie zabolał, że niewiele myśląc rzuciłam się na Kelly i  okładałam ją pięściami na oczach wszystkich klientów. Uspokajanie Ella nic nie dawało.  W końcu Kelly udało się wyswobodzić z mojego uścisku. Podniosła się z ziemi i otrzepała od brudu. Dopiero teraz zobaczyłam, że podarłam jej sweter.
- Dopóki nie rozstaniesz się z tą Dzikuską nie zobaczysz Olivii! - krzyknęła Kelly do Ella i opuściła sklep.
Jakiej Olivii? O co tu chodzi? Zastanawiałam się, ale Ell nic nie chciał tłumaczyć tylko wyprowadził mnie ze sklepu.

„Ellington”
Nie byłoby tej akcji gdybym już dawno powiedział Dellce prawdę, ale bałem się jej reakcji. Co miałem powiedzieć: Delly mam dziecko z Kelly! Tak, Olivia to moja córka. Ma 2 lata. Dla jej dobra postanowiliśmy zachować z Kelly przyjazne relacje. Kiedy nie jestem w trasie zabieram Małą do siebie. Strasznie ją kocham, a teraz przez jeden wybryk Rydel mogę ją stracić. Nie chce też stracić Rydel, ale nie mogę dłużej tego ukrywać. Wpadłem do domu, a tam czekała moja mama z Olivią.
- Elluś, Kelly wyjechała i podrzuciła Małą na jakiś czas. - powiedziała mama, a ja wziąłem na ręce swoje dziecko.
- Pewnie znów pojechała do jakiegoś kochasia - mruknąłem i spojrzałem na brudną bluzeczkę córki - Znając ją to nie przyniosła nawet rzeczy do przebrania dla Małej. Chyba musimy jechać do sklepu Skarbie - powiedziałem do Olivii i ucałowałem ją w głowę.
Wsadziłem dziecko do samochodu i pół godziny później znaleźliśmy się w sklepie. Chodziłem między półkami i nie mogłem sobie poradzić z wyborem bluzeczki. Nagle zauważyłem Rocky'ego.
- Hej Ell! Pamiętasz, że w środę mamy występ na żywo w programie śniadaniowym? - zagadnął - A co to za ślicznotka? Twoja chrześniaczka? - spytał, a ja stwierdziłem, że dwa lata kłamstw to za dużo.
- To moja córka. Z Kelly. - odpowiedziałem, a kumpel wyglądał na zszokowanego.
- Ale ekstra! Czemu nie mówiłeś? - jego odpowiedź mnie zaskoczyła.
- Bałem się Waszej reakcji, a szczególnie Delly. Dziś jej powiem.
- Jak zobaczy takie słodkie maleństwo to rozpłynie się z zachwytu, da Ci całusa i będziecie szczęśliwą rodziną - Rocky jak zawsze podchodzi do wszystkiego pozytywnie. - To co nie traćmy czasu tylko chodźmy do niej. - Nachylił się do Olivii -  Chodź do wujka, księżniczko - powiedział i wziął dziecko na ręce, a ja poszedłem za nimi.

„Rydel”
Czekałam w domu, aż Rocky wróci ze sklepu i przyniesie mi podpaski. Wreszcie wrócił.
- Masz? - spytałam go od wejścia.
- Zapomniałem, ale za to mam gości - odparł, a w drzwiach stał Ell z jakąś małą dziewczynką.
- Delly, kochanie. Muszę Ci coś wyznać - powiedział Ell - To moja córka.
Stałam jak wryta, a ta mała ruda gnida przytuliła się do mojej nogi. Szczerze nienawidzę dzieci. Mają takie brudne, obślizgłe ręce i wyją bez powodu. Odtrąciłam ją
- Szkoda, że mi nie powiedziałeś - wykrzyknęłam do Ella i poszłam do swojego pokoju. Za to moi głupi bracia zachwycali się dziewczynką. Co oni w niej widzą?
Po chwili do pokoju wszedł mój chłopak.
- Dellunia, zrozum... Kocham Was obie. Nie chcę się z Tobą rozstać, ale jak tego nie zrobię Kelly odbierze mi córkę.
- Więc jesteś wolny! - wykrzyczałam Ellowi i wyrzuciłam go z pokoju. - Nienawidzę Ciebie i Twojego dziecka!
Usiadłam na łóżku i płakałam. Tak naprawdę myślałam zupełnie inaczej, ale byłam zła.

Przez najbliższe parę dni, aż do wywiadu Ell nie pojawił się.


---------------------------------------
Oto kolejny rozdział napisany przeze mnie. 
Motywu Delly vs Kelly nie próbujcie w domu ;) 
Pozdrawiam serdecznie <3
~ Rikeroholic

Słówko od Wiki R5er:
Hejka.
Co tam u Was?
Ja szykuje się do jutrzejszego występu chóru dla nauczycieli i gości.
Trzymajcie za mnie kciuki, jutro około 14 :)
Pozdrawiam i do napisania <3

poniedziałek, 15 grudnia 2014

22. „Zabiję Cię gnoju!”

„Ross”
Stałem jak ciota i nie wiedziałem co robić... Laura wrzeszczała i rzucała się na mnie. Walnęła mnie z liścia. Zabolało.
- Jak możesz umawiać się z tą Mitchell, jeśli nadal jesteś ze mną!? - oburzyła się i uderzyła mnie z pięści w zęby.
- Au! - jęknąłem. - Skąd Ci się wzięło, że ja i Maia się spotykamy!? - pytałem wściekły, gdyż to była nie prawda.
- Calum mi powiedział...
- Że co!? Calum!? - byłem zdziwiony.
- Calum powiedział, a Raini potwierdziła.
- Oni kłamią! Ty podobasz się Calumowi, a on przekupił Raini, by pomogła mu nas rozdzielić! - krzyknąłem.
- Nie wierzę Ci Ross! - kopnęła mnie w brzuch. Nie zostałem dłużny i jej oddałem. Zaczęliśmy się bić i kopać.
- Zabiję się gnoju!!! - darła się. W tym momencie Riker wpadł do mnie na plan.
- Laura, co Ty robisz mojemu niewinnemu braciszkowi!? - oburzył się Rik.
- Ja!? Nic! To on mnie zdradza z tą całą Mitchell! - wykrzyczała i poszła do garderoby.
- Nic Ci nie jest? - spytał mój brat.
- Wszystko ok. Opowiem Ci szczegóły...
Wyszedłem z Rikerem z planu. Wracaliśmy spacerkiem do domu. Napisałem jeszcze do Laury, że to koniec. Teraz jestem wolny i mogę iść na studia! Gdy wróciłem do domu powiedziałem o tym wszystkim. Bardzo się ucieszyli.Wieczorem otrzymałem prezent od rodziny z okazji wyjazdu na studia ~ dom i samochód. Przyda się jak wrócę...


-------------------------------------
Hejka!
Dodałam rozdział szybciej, gdyż znalazłam chwilkę czasu.

Jak widać, nie tylko Rikeroholic pisze "sceny bitw" jak to ona nazywa.
Następny rozdział jest pisany przez Rikeroholic, więc wszystko może się wydarzyć. Dodam tylko, że pojawią się nowi bohaterowie i troszkę namieszają.
Buziaczki i do napisania :*
~ Wiki R5er

sobota, 13 grudnia 2014

21. „Szpital i powrót do pracy”

„Laura”
Siedziałam na podłodze i trzęsłam się. Dopiero po pół godziny przyjechało pogotowie. Zabrali mnie do szpitala. Niby krew się ze mnie nie lała, a jednak poroniłam. Ross nawet wcześniej nie wiedział o mojej ciąży, a teraz... To już nie ma znaczenia... Poroniłam... Małego Rossiaka niestety już nie ma. Leżę załamana na sali. Patrzę się w sufit, bo nie mam na nic ochoty.
- Hej Lau! - usłyszałam głos Rossa. - Jak się czujesz? - pytał z troską.
- Nie najlepiej Rossy. Brzuch mnie boli, małego Rossia nie ma... Moje życie totalnie straciło sens... - użalałam się mojemu blondaskowi.

*dwa tygodnie później*

„Laura”
Tydzień temu wypisali mnie za szpitala. Czuje się już lepiej. Dziś wracam na plan Austina & Ally. Brakowało mi tego. W końcu zobaczę mojego Rossia, bo przez cały czas jak byłam w szpitalu odwiedził mnie tylko raz. I to pierwszego dnia. Później też się nie pojawił... Nie odezwał... Ciekawe co przez ten czas porabiał? Gotowa ruszyłam do pracy. Od wejścia zostałam wyściskana przez Raini i Caluma. Rossa nie było, więc postanowiłam pogadać z moimi przyjaciółmi. Opowiedziałam im wszystko od początku do teraz. Zajęło mi to dwie godziny, a Rossa jak nie było tak nie ma...
- Calum, nie wiesz przypadkiem, gdzie może być Ross? O nigdy nie spóźniał się na plan... Zawsze był pierwszy...
- No cóż Lau... Nie wiem czy mogę Ci powiedzieć... - zaczął Calum.
- Gadaj. - nakazałam.
- No dobra. Ross od kilku tygodni umawia się z Maią... Jak na razie nie byli jeszcze w łóżku...
- A wiesz ile to dokładnie trwa?
- Gdzieś z dwa tygodnie... Chyba od twojego pobytu w szpitalu... - mówił nie pewnie.
- Na pewno to trwa dwa tygodnie. - wtrąciła Raini.
- To by wyjaśniało dlaczego do mnie nie przyszedł... - posmutniałam.
- Nie smuć się Lau. On nie jest wart twoich łez. - Raini przytuliła mnie. Trochę mi się poprawiło.
- Ross to kompletny palant! - krzyknął Calum.
- Wiecie co? Macie rację. Teraz to ja pokażę temu Lynchowi. Niech no tylko tu przyjdzie...

„Ross”
Spóźniony wparowałem na plan. Od wejścia Laura rzuciła się na mnie z pięściami. Wyzywała mnie... Kompletnie nie wiem dlaczego...


---------------------------------------
Hejka.
Dziś znów rozdział pisany przeze mnie. Rikeroholic nie może się doczekać aż opublikuje rozdział 23 (twierdzi, że to najlepszy rozdział pisany przez nią).
Ja w czwartek nie byłam na występie, bo "pan się rozchorował".
Następny rozdział 16.12.
Do napisania :*
~ Wiki R5er

wtorek, 9 grudnia 2014

20. „Laura vs Maia”

*2 tygodnie później*

„Laura”
Tego dnia wybrałam się z Rossem na zakupy do galerii. Wszystko było w porządku dopóki nie spotkaliśmy Mai Mitchell. Ta laska totalnie mnie wkurza. Udaje taką grzeczną, słodką, a tak naprawdę chce odbić mi chłopaka! Zobaczyłam jak puszcza oczko do Rossa.
- Ty Krowo! On jest mój! - krzyknęłam i rzuciłam się na nią z łapami. Wyrwałam jej garść włosów i tłukłam jej głową o podłogę.
- Lauruś przestań skarbie. - Ross próbował mnie uspokoić, ale ja miałam to gdzieś.
Po chwili razem z Maią biłyśmy się na środku sklepu. Ona drapnęła mnie w twarz, a ja kopnęłam ją w brzuch, ona ugryzła mnie w ucho, a ja ją oplułam. Szarpałybyśmy się tak dłużej gdyby nie wkroczyli pomiędzy nas ochroniarz i Ross.
- Co w Ciebie wstąpiło Lauruś? - spytał się mój chłopak.
- To ona zaczęła!  - broniłam się jak przedszkolak.
- Jeszcze pożałujesz tego Zdziro! - krzyczała Maia wyprowadzana ze sklepu przez ochroniarza.
- Raczej Ty. Uświadom sobie, że Ross kocha mnie i to z mną będzie miał dziecko! - odgryzłam się.
- Już nie! - krzyknęła Maia. Wyrwała się ochroniarzowi i niespodziewanie kopnęła mnie w brzuch. Zwinęłam się w kulkę na podłodze. Ross przytulił mnie mocno i pocieszał.
- Będzie dobrze. Już wezwałem pogotowie.



-------------------------------------
Siemka.
No to Rikeroholic błysła :) Długość rozdziału porażająca.
Czekajcie na nowe rozdziały na moich blogach:
- w sobotę 1 rozdział na http://lets-not-be-alone.blogspot.com
Buziaczki i trzymajcie za mnie kciuki w piątek o 7 rano :*
~ Rikeroholic

Słówko od Wiki R5er:
Hejka!
W końcu doczekaliśmy się rozdziału by Rikeroholic.
U mnie już lepiej. Odzyskałam część plików (m.in. historię na tego bloga). OFICJALNIE BLOG ZOSTAJE ODWIESZONY :)
Buziaczki :*

niedziela, 7 grudnia 2014

WAŻNA INFORMACJA!

Hej.

Mamy złą wiadomość. BLOG ZOSTAJE ZAWIESZONY DO ODWOŁANIA.
Powodem zawieszenia jest zepsuty pendrive, na którym miałam zapisane rozdziały.
Tego pendrive'a dostałam wczoraj i zgrałam na niego wszystkie pliki. Dziś komputery (mój i mamy) oraz tablet Rikeroholic pokazują, że pliki są uszkodzone (mimo iż wczoraj wszystko było z nimi ok). Niestety nie posiadamy kopii, a dane, które moja mama próbowała odzyskać nie otwierają się lub są "uszkodzone".
Tak, więc blog zostaje zawieszony do odwołania (jeśli nie dam rady odzyskać plików to możliwe, że na zawsze).

Trzymajcie kciuki i bądźcie dobrej myśli, że uda nam się cokolwiek odzyskać i rozdział się niebawem pojawi.

Rikeroholic pracuje dalej na swoich blogach (jej pendrive się nie popsuł).

Buziaki :*
Wiki R5er & Rikeroholic

piątek, 5 grudnia 2014

19. „Koncert w klubie na plaży”

„Laura”
Zaraz po obiedzie razem z Van szykowałam się na koncert R5. Coś mi się wydaje, że nie wrócimy do siebie... Ross jest śliczny, kochany, utalentowany... Może mieć każdą... Z podłym nastrojem wyszłam z domu. Razem z Van ruszyłyśmy do klubu na plaży.

„Ross”
Staliśmy za kulisami. Bardzo się stresowałem, bo Lau miała przyjść. A co będzie jeśli coś nie wypali? Stracę ją na zawsze... Starałem się uspokoić. Wypiłem do końca moją ziołową herbatkę i razem z rodzeństwem i Ellem ruszyłem na scenę. Fanki piszczały. Za to mnie na widok Laury zamurowało mnie. Miała przewiewną  łososiową bluzkę z dżinsowymi wstawkami, wiązaną na brzuchu. Do tego krótkie dżinsowe spodenki i łososiowe sandały na koturnie. Włosy miała lokowane, związane w luźną kitkę. Miała pomalowane tylko i wyłącznie czarnym tuszem rzęsy i lekkim różowym błyszczykiem usta. Nie miała na twarzy ani grama pudru, więc szybo zauważyłem rumieńce na jej policzkach. Stałem tak i patrzałem na nią. Zupełnie zapomniałem po co tu jestem. Dopiero Rik wymawiający moje imię i machający ręką przed moją twarzą Rocky, przywrócili mnie na ziemię. Zaczęliśmy koncert. Były przeróżne utwory, ale tylko jedną zadedykowałem jednej osobie.
- Lauro Marie Marano ta piosenka jest dla Ciebie. - krzyknąłem po czym zaśpiewałem „Easy Love”. Zupełnie nie wiem dlaczego ten utwór, a nie inny. Gdy skończyliśmy, zauważyłem, że Laura się wzruszyła. Chyba ją odzyskałem...

„Laura”
Po godzinie od piosenki śpiewanej przez Rossa dla mnie, kończy się koncert. Wszyscy idą już do domu. Nawet Van. Ja postanowiłam iść do ,,garderoby" Rossa i z nim porozmawiać.
- Hej Ross! - przywitałam się z nim.
- Hej Lau! - odpowiedział.
- Po pierwsze chcę Ci podziękować za tą piosenkę. Nie wiem czy widziałeś jak się wzruszyłam...
- Widziałem, widziałem... A teraz nie o tym...
- Chciałem/Chciałam z Tobą porozmawiać. - powiedzieliśmy w tym samym momencie.
- Ty pierwszy Ross. Ja zawsze byłam pierwsza, więc teraz twoja kolej.
- No to ok. - za stresu zaczął „memlać” swój łańcuszek z logo R5. - Chodzi o to, że ja bardzo, ale to bardzo Cię kocham...
- Ja Ciebie też Rossy... - przerwałam mu.
- ...I chciałbym znów z Tobą być. - dokończył.
- Ja z Tobą też.
- Więc co? Jesteś moją dziewczyną? - spytał, a ja rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam go.- To chyba oznacza tak. - usłyszałam roześmiany głos mojego Lyncha. Ponownie go pocałowałam. Teraz wszystko wraca do normy...



--------------------------------------
Hej. Tak jak pisałam rozdział jest na czas.

Ja mam dziś podły nastrój. Nawet patrzenie na Rossa i słuchanie R5 nic nie daje.
To wszystko dlatego, że nauczycielka od zajęć artystycznych oceniała niesprawiedliwie. Ja dostałam jedną 6 (przygotowałam prezentacje, zdjęcia i filmy z okresu wojennego oraz wystąpiłam z koleżankami ~ 3 piosenki z okresu II wojny światowej), a moja "koleżanka" dostała 6 i 5+ za jedną rzecz (napisała scenariusz razem z koleżanką i przeczytała krótką notatkę o Irenie Sendlerowej).
Co wy o tym sądzicie?
Ja czuję się niedoceniona... Jedynie moja kochana rodzina mnie pociesza. Mama mówi, że nie mam się co przejmować, a Rikeroholic, że następnym razem mam się tak nie przykładać i zrobić to "na odczepnego" jak reszta mojej klasy.

Mam nadzieję, że was nie zanudziłam.
Zapraszam do czytania i komentowania tutaj i na http://r5-oneshoty.blogspot.com.
~ Wiki R5er

Słówko od Rikeroholic: A ja mam dziś nawet dobry dzień - zdrowieje już i dziękuję za wszystkie życzenia. Zapraszam na mój nowy blog: http://lets-not-be-alone.blogspot.com. Jutro prolog!

wtorek, 2 grudnia 2014

18. „Tego nie da się naprawić”

„Rocky”
Siedziałem właśnie w kuchni i smarowałem kanapki Delmą, kiedy Rydel z wściekłością trzasnęła drzwiami tylnego wejścia. Pewnie liczyła, że nikogo nie zastanie. No cóż... Przeliczyła się. W kuchni siedziałem ja.
- Rocky... - zaczęła, czego zupełnie się nie spodziewałem. - Musisz mi pomóc pogodzić się z Ellem. Dziś był wściekły o to co mu zrobiłam. Pobił mnie... - opowiadała z płaczem w oczach.
- Niby dlaczego mam Ci pomóc pogodzić się z tym gnojem? Wytłumacz mi to.
- Bo go kocham, a Ty jesteś moim bratem i zależy Ci na moim szczęściu.
Chciałem powiedzieć, że mi nie zależy, ale jak zobaczyłem w jakim ona jest stanie... Miała zabandażowaną głowę, mnóstwo siniaków i plastrów... I weź tu się nie zlituj...
- Słuchaj Delly. Chciałbym Ci pomóc, ale... Nie chcę by ten gnojek znów Cię skrzywdził. Decyzja czy chcesz z nim być należy do Ciebie.
- Chcę. Musisz nas pogodzić. Wymyśl coś nim Ell odejdzie od R5.
- Zrobię wszystko co mogę, ale nic nie obiecuję.
- Jesteś kochany Rocky. - ucałowała mnie w policzek i poszła. Ja niezwłocznie ruszyłem do Ratliffa.
Dotarłem do domu kumpla. Drzwi otworzył jego tata.
- Dzień dobry. Jest Ratliff?
- Dzień dobry. Nie ma go w domu. Myślałem, że jest u was...
- Niestety nie. Trudno... Poszukam go. Do widzenia.
- Do widzenia.
Zakończyłem rozmowę i rozpocząłem poszukiwania Ella. Obszedłem całe miasto. Zrezygnowany wróciłem do domu. Jutro się z nim skontaktuję. Może mi się uda naprawić Rydellington, choć wątpię w to... Położyłem się w swoim pokoju. Na razie nic nie powiem Rydel.

„Riker”
Jest 3 w nocy, a tu mi nagle Ross wpada do pokoju. Ciekawe co chce... Może znów ma jakiś głupi pomysł...
- Rik mam do Ciebie prośbę... - wyszeptał. Chyba nie chciał budzić reszty domowników.
- O co chodzi? - spytałem zaspany.
- Chcę byś pogodził mnie z Lau.
- Nie zrobię tego z dwóch powodów. Pierwszy; mi też podoba się Laura. Drugi; wy i tak byście się zaraz ponownie pokłócili. Wy nigdy nie będziecie razem.
- Aha... - mruknął pod nosem i poszedł.
Zauważyłem, że chyba lekko go zraniłem. No cóż. Ross to taka druga Delly. Pomóż mi w tym... Pomóż mi w tamtym... Łatwo go zranić... Mocno uderza... Krótko mówiąc ROSS TO ISTNA DELLY. I tyle. Ja mu nie pomogę.
Dopiero po pół godziny udało mi się zasnąć. Gdy się obudziłem dotarło do mnie, że muszę pomóc bratu. Przebrałem się, zjadłem śniadanie i nie uprzedzając nikogo wyszedłem.


„Laura”
Leniwie otworzyłam oczy. Była dopiero 9 lub już 9. Jak kto woli. Przebrałam się i zeszłam do kuchni. Siedział tam Rik, a Van robiła tosty.
- Hej. - przywitałam się niemrawo. Od kiedy nie jestem z Rossem jestem przybita. Postanowiłam wykorzystać to, że Rik jest u nas w kuchni.
- Hej! Wolisz tosta z serem czy z dżemem? - spytała się Nessa.
- A nie mogę jednego z tym, jednego z tym?
- Możesz. Zaraz Ci podam. - siostra wróciła do robienia tostów.
- Rik, mogę Cię o coś poprosić? - spytałam niepewnie.
- Możesz. - odpowiedział i uśmiechnął się.
- Więc tak... Chodzi o to, że chcę wrócić do Rossa. Pogodzisz nas?
- Hmmm... Niech no się zastanowię... Oczywiście, że tak. Ross prosił mnie o to samo dziś o trzeciej w nocy.
- Serio?
- Serio. A więc teraz zrobimy tak. Przyjdź dziś na nasz koncert w klubie na plaży. Po koncercie szczerze porozmawiacie. Co Ty na to? - spytał się mnie. - Możecie przyjść obie. - tym razem zwrócił się też do Ness.
- No nie wiem... Dla Raury już nie ma szansy, bo Ross zaczął coś kręcić z tą całą Mitchell. O to właśnie się ostatnio pokłóciliśmy. Tego nie da się naprawić...
- Ale Laura... Może jednak spróbujecie choć ten ostatni raz? - nalegała Van.
- No dobra... Ale nie obiecuję, że wrócimy do siebie.

„Ratliff”
Wczoraj przyjechałem po za miasto na działkę mojego wujka. Nikt tu nie był od... Nie mogłem się doliczyć. Chyba 15 lat, gdy wujek popełnił samobójstwo. Pewnie zastanawiacie się co zrobił... Powiem krótko ~ powiesił się. Ja mam zamiar zrobić to samo. Napisałem smsy pożegnalne do wszystkich. Teraz szukam sznura. Znalazłem go po godzinie. Zawiązałem pętelkę i już miałem ją zacisnąć, gdy wparował Rocky z Rydel i moim tatą.
- Ell! Nie! - usłyszałem krzyk zapłakanej panny Lynch. Spojrzałem na nią. Przypomniały mi się wszystkie wspaniałe chwile... Nasz pierwszy pocałunek... Był on w deszczu... Wiem. Wy myślicie inaczej, bo o nim nie opowiadałem. Nasza pierwsza wspólna noc... To wszystko było takie magiczne... Zdjąłem pętlę z szyi i rzuciłem się Rydel w ramiona. Pocałowaliśmy się.
- Jak wy mnie znaleźliście? - spytałem.
- Gdy odczytałem smsa domyśliłem się gdzie jesteś. A oni są tu, bo w tamtym momencie byli u nas w domu na kawie. - opowiedział mój tata George.
- Aha... Czyli możemy już wracać...


----------------------------------
Hejka.

Dziś w szkole miałam Dzień Muzyki. Śpiewałam razem z kilkoma koleżankami z chóru (niektóre nie mogły wystąpić). Zajęłyśmy pierwsze miejsce i otrzymałyśmy karty podarunkowe na 25zł do Empika.

Ten rozdział jest specjalnie dla nich :)

Jutro idę z klasą na spacer po Bydgoszczy z przewodnikiem w ramach lekcji. Natomiast w czwartek (4.12) w mojej szkole odbędzie Dzień Wolontariusza.

Następny rozdział będzie albo 5 albo 6 grudnia.

Zapraszam do czytania i komentowania rozdziału tutaj i u Rikeroholic oraz na One Shot'ów na moim drugim blogu :)

Do napisania :)
~ Wiki R5er