niedziela, 18 stycznia 2015

34. „Powroty”

„Ross”
Skończyło się wolne i czas wracać do szkoły. Jesteśmy już z Laurą spakowani i czekamy na taksówkę, która odwiezie nas na dworzec.
Po 2 godzinach dotarliśmy na miejsce. Rozpakowuję właśnie rzeczy kiedy do mojego pokoju wszedł Luke Hemmings z Lau za rękę.
- I co Ross? Lau jest moja! - zaśmiał mi się w twarz.
                                  
„Laura”
Luke dopadł mnie na korytarzu. Nie mam siły się mu wyrwać. Patrzę na Rossa, który jest coraz bardziej smutny i wściekły.
- Ross to nie tak! - zapłakana powiedziałam i wyrwałam się Lukowi.
- Wracaj tu! - warknął Luke i przyciągnął mnie.
- Puszczaj! - krzyknęłam, kopnęłam Luka i wtuliłam się w Rossa. Ten nic nie mówił, nic nie robił. Zupełnie jakby nie interesowało go co Luke mówi i robi.
- Ross! - pomachałam mu ręką przed twarzą. Zero reakcji. Powtórzyłam to kilka razy. Bez rezultatu. Luke chwycił mnie w pasie i rzucił na łóżko. Dopiero kiedy zaczął mnie rozbierać Ross ocknął się i przywalił Lukowi z pięści. Ja pobiegłam po dziekana.

„Luke”
- I co? Łapa już nie boli? - pytałem Rossa.
- Nie boli. - odparł dumnie.
- To zaraz będzie! - chwyciłem nóż i chciałem wbić blondasowi w rękę kiedy do pokoju wpadł dziekan.
- Panie Hemmings! Co pan tu robi? Został pan wydalony z uczelni!
- Wpadłem odwiedzić mojego kumpla Lyncha. - odparłem sarkastycznie.
- Proszę opuścić teren akademika! - powtórzył. Nie wykonałem rozkazu, tylko rzuciłem się na dziekana. Turlając się po ziemi opuściliśmy pokój Lyncha.

„Ross”
- Nic Ci nie zrobił? - spytała z troską Laura.
- Nie, a Tobie? - spytałem z jeszcze większą troską.
- Mi też nie. - przytuliła się do mnie.
- Wszystko będzie dobrze. - pocałowałem ją.

*ranek*
„Ross”
Jest 6:30. Ciężko mi wstać o tak wczesnej porze, po tak długiej przerwie. O 10 poszliśmy na zajęcia. Podczas przerwy obiadowej dostałem kilka smsów z pogróżkami. Przypuszczam, że od Luka. Szybko sprawdziłem numer z którego przyszły. Okazało się, że moje podejrzenia...

-------------------
Hejka!
Jak widzicie powrócił Luke... Ale nie na długo ;)
Zostały ostatnie dwa rozdziały i epilog.
Z piątku na sobotę byłam na noc w szkole. Pograliśmy w dwa ognie, zjedliśmy pizzę, a później oglądaliśmy filmy. Ja obejrzałam tylko pierwszy ~ mój ulubiony "Gwiazd Naszych Wina". Po za tym męczyłam Rikeroholic, ciągle pisząc do niej SMS-y (o północy, o drugiej i o piątej). Naszym tematem był właśnie ten film i Ansel Elgort ;) Chłopaki z mojej klasy wszędzie nakruszyli czipsami i rano musieli sprzątać, bo inaczej byśmy nie wyszli. Ogółem "imprezę" uznaję za udaną.
Pozdrawiam i do napisania <3

czwartek, 15 stycznia 2015

33. „Przeprowadzka i sylwestrowa impreza”

„Ross”
Obudziłem się o 8 rano. Laura jeszcze spała. Postanowiłem przygotować śniadanie. Wstałem z łóżka, ubrałem się i ruszyłem do kuchni. Wyciągnąłem z lodówki potrzebne rzeczy. Wstawiłem wodę na herbatę. Zacząłem robić kanapki. Gdy skończyłem zagwizdał czajnik. Zalałem herbaty. Ustawiłem je na tacy i zaniosłem do jadalni. Rozstawiłem je na stole i wróciłem do kuchni po kanapki, galaty, schab w galarecie, karpia, rybę po grecku i inne przysmaki. Gdy wszystko było gotowe obudziłem resztę domowników.
- Śniadanie! - zawołałem.

„Laura”
Usłyszałam wołanie Rossa, więc wstałam z łóżka. Ubrałam się i zeszłam do jadalni. Byłam pierwsza.
- Cześć skarbie. - pocałowałam go w policzek.
- Cześć kochanie. - również mnie pocałował.
- Cześć wszystkim! - krzyknęła Delly od wejścia.
- Cześć Delly. - odpowiedziałam razem z Rossem.
Po chwili wszyscy zjawili się w jadalni. Zasiedliśmy do stołu. Po 15 minutach nie było ani grama jedzenia. Po śniadaniu oczywiście trzeba było posprzątać i oczywiście padło na Rossa i mnie, bo wszyscy sobie poszli. Szybko nam poszło. Usiedliśmy w salonie.
- Zamieszkasz ze mną? - spytał słodko Rossiak.
- Przecież już z Tobą mieszkam w akademiku. - zaśmiałam się. - A tak na poważnie. Zamieszkam z Tobą. Zaraz idę po swoje rzeczy. - ruszyłam do wyjścia, a Ross za mną.
- Idę z Tobą. - powiedział i pocałował mnie w szyję. Ah... Jakie on ma usta... Ja też go pocałowałam, ale w jego śliczny nosek.

„Ross”
Poszedłem z Laurą po jej rzeczy. Swoje już mam w nowym domu. Będziemy tam mieszkać w czasie wolnym od nauki i po studiach.
Po godzinie Lau była już rozpakowana. Ten nowy dom ją oczarował. Cały czas się czymś zachwycała. A to „Jaki fajny kran...” to „Wow. Ten telewizor nie dość, że LED, 3D, HD to jeszcze dotykowy.”. Po prostu nie wytrzymywałem i się śmiałem. Wieczorem usiedliśmy razem w kuchni przy kolacji.
- Pomyślałem, że urządzimy imprezę sylwestrową połączoną z parapetówką u nas. Co Ty na to?
- Fajnie. Pobalujemy do rana! - ucieszyła się.
- A propo balowania do rana. Kiedy się pobierzemy? - spytałem.
- No nie wiem. - zastanawiała się.
- Może w ferie zimowe. To by było w lutym, po sesji...
- Nie Ross. Weźmiemy go w sierpniu. Nie chcę być gruba na własnym ślubie.
- No ok. Mamy jeszcze dużo czasu, więc jutro wszystko się załatwi. Suknię ślubną dla Ciebie, datę w kościele, salę weselną... - nawijałem i nawijałem.

*kilka dni później*

„Vanessa”
Dziś Sylwester. Właśnie szykuję się do imprezy u Raury. Przeglądałam szafę i nie widziałam nic odpowiedniego.
- W tym będziesz wyglądała przepięknie. - usłyszałam głos Lyncha. Rikera Lyncha. Obróciłam się i zobaczyłam blondyna z niebieską sukienką. Była śliczna. Bez ramiączek, rozkloszowana, przed kolano. Popatrzałam raz na sukienkę raz na Rika. Po kilku minutach niepewnie wzięłam tą sukienkę.
- Dzięki. - mruknęłam pod nosem.
- Mam coś jeszcze. - podał mi małą torebeczkę. Zajrzałam do niej. Zobaczyłam sexy bieliznę.
- Ty chyba oszalałeś!? - spytałam.
- Masz rację. Oszalałem. Oszalałem z miłości do Ciebie.
To co powiedział lekko mnie zaskoczyło.
- Super, fajnie, że mnie kochasz, ale teraz wyjdź. Spotkamy się na imprezie u Raury.
- Muszę? Przecież mógłbym Ci pomóc się przygotować...
- Musisz. - przegnałam Lyncha. Wyszedł, ale zaraz wrócił i namiętnie pocałował. Dopiero wtedy wyszedł z mojego domu. Ja ubrałam się w rzeczy od Rika. Uczesałam się i zrobiłam makijaż. Poszłam do Raury, mimo iż zostało jeszcze pół godziny do imprezy.

„Laura”
Siedziałam z Rossem i czekałam na gości. Pierwsza przyszła Van. Za nią Rydellington i Olivia. Dopiero na 5 minut przed imprezą zjawili się Raini, Calum, Rik, Rocky, Alex, Ryland i Sav. Zaczęliśmy balować. Ross podał nam pizze, którą sam zrobił. Była przepyszna. Później Olivia chciała grać w Monopoly, więc Alex, Raini i Sav z nią grały, a Delly była bankierem. Ross z chłopakami grał w karty. Ja chciałam się do nich dołączyć, ale Van chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do kuchni.
- Lau muszę Ci coś wyznać... - zaczęła moja siostra. - Ta sukienka jest od... - zauważyłam u niej rumieńce. - ...Od Rika. - dokończyła. Zapowiada się długa i ciekawa historia. - A po za tym kupił mi też to. - pokazała mi, że ma na sobie sexy bieliznę.
- Wow. Mi Ross nie chciał takiej kupić... Twierdził, że mam za dużo rzeczy.
- Powiem Ci jeszcze coś... - rozgadała się na dobre. Opowiadała o tym, że ją pocałował. - ...Zakochałam się w nim.
- W kim? - spytałam, bo gdzieś w środku tej opowieści się wyłączyłam.
- No w Riku. Cały czas o nim mówiłam. Ty mnie nie słuchałaś. Co?
- No. Wyłączyłam się gdzieś w połowie. A propo Rika. Kiedy mu to wyznasz?
- Jeszcze nie wiem...

Riker
Skończyłem grać w karty i poszedłem z Rossem na taras. Tam opowiedziałem mu o popołudniowych zdarzeniach. O tym co kupiłem i komu to dałem... O tym, że pocałowałem Van i powiedziałem, że ją kocham... Ross tylko słuchał tego i otwierał buzię ze zdziwienia.
Impreza z każdą minutą rozkręcała się co raz bardziej. Trochę sobie popiliśmy, a o północy przywitaliśmy nowy rok. Po fajerwerkach rozeszliśmy się do domów. Wtedy urwał mi się film.

*ranek*
„Riker”
Obudziłem się nie w swoim łóżku, nie w swoim domu tylko Van. Rozejrzałem się. Vanka leżała przytulona do mojej klaty. Byliśmy nago. Wydarzenia minionej nocy dopiero zaczęły mi się przypominać...


-----------------------
Hejka.
3 rozdziały i epilog.
Ja powoli szykuje się na jutro. "Noc w szkole" to nie jest coś czego bym pragnęła, ale jak cała klasa idzie to ja też.
Pozdrawiam i do napisania <3
~ Wiki R5er

Nowe rozdziały już w sobotę. Buziaczki :*
~ Rikeroholic

poniedziałek, 12 stycznia 2015

32. „Świąteczna niespodzianka”

Laura”
Pogodziłam się z Rossym. Razem weszliśmy do jadalni, gdzie była jego rodzina. Trzymałam się z moim narzeczonym za rękę. Po minach reszty rodzeństwa wywnioskowałam, że nie są zadowoleni.
- Laura co Ty tu robisz?! – spytała Delly.
- Wróciliśmy do  siebie z Rossem.
- I źle zrobiliście. On już Cię nie kocha, a Ty na niego nie zasługujesz po tym jak go skrzywdziłaś. – krzyczała.
- Uspokój się Rydel! – nakazała mama Stormie. Rydel zamilkła, ale odezwał się Rocky. Tez powiedział mi same niemiłe rzeczy. Tak samo postąpił Ryland i Riker. Popłakałam się i wybiegłam z jadalni. Ross ruszył za mną.
- Skarbie, nie słuchaj ich. – przytulił mnie i pocałował w czoło. Starał się mnie pocieszyć…

„Ross”
- Mogę ich nie słuchać, ale i tak będzie mnie bolało to, że mnie nie akceptują. – użalała się. Nie mogłem tego znieść. Postanowiłem coś zrobić.
- Lau, co Ci poprawi humor? - spytałem czule.
- Chyba nic Ross. – wtuliła się we mnie i płakała.
- Nie smuć się kotuś. Ja Cię kocham i będę z Tobą już na zawsze – starłem jej łzy i zaprowadziłem do jadalni. – Przestańcie być nie mili dla Laury. – oznajmiłem. Wszyscy spojrzeli się na mnie. – Ja ją kocham, a ona mnie. Zawsze będziemy razem. Dlatego nie pozwalam Wam jej dokuczać.
- Ross, nie musisz tego dla mnie robić – Laura szepnęła mi na ucho.
- Muszę perełko. – cmoknąłem ją w policzek. Moi bracia burwelsowali się, ale Rydel i Ell ich uspokajali. Oni chyba zrozumieli, że kocham Lau i będę z nią mimo wszystko.

„Laura”
Ross wiele dla mnie zrobił. Nie pozwolił by jego rodzeństwo mnie obrażało. Po Wigilii wszyscy rozpakowywali prezenty. Wszyscy oprócz mnie.
- Proszę kochanie. – Ross podał mi swój prezent.
- Nie Ross. Nie mogę go przyjąć, bo jest twój.
- No, ale Lau… - jęczał.
- Mi starczy to, że do mnie wróciłeś i mnie kochasz. – pocałowałam go.
- To chociaż rozpakuj go ze mną.
- Zgoda.
Rozpakowaliśmy jego prezent. Dostał telewizor.
- LED, 3D, HD… - czytałam z opakowania. Zajęło mi to pół godziny. Ross zaczął się śmiać, bo czytałam także po chińsku.
- Nie nabijaj się. Nigdy nie uczyłam się tego języka. – szturchnęłam go. Ten przewalił mnie na kanapie i zaczął całować. Zabrał się za zamek od mojej sukienki.
- Ale tak tutaj? – spytałam.
- No racja. – zabrał mnie na rękach do sypialni. Było jak dawniej. Teraz już wszystko się ułoży.


--------------------
Hejka.
Jeszcze cztery rozdziały i epilog. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli to 25 stycznia będzie epilog.
Co do mojego nowego bloga. Nie wiem jeszcze kiedy będzie premiera. Myślałam o marcu, ale chyba zacznę go prowadzić szybciej. Dokładną datę podam w notce pod epilogiem.

Mój tydzień zaczął się dość dobrze. Dwie 5 z plastyki i 6 z polskiego (szczerze mówiąc nie myślałam, że pójdzie mi aż tak dobrze). A jak dla Was zaczął się ten tydzień?

Pozdrawiam i do napisania <3

sobota, 10 stycznia 2015

31. „Przygotowania do świąt”

„Ross”
Tata Mark przyniósł nam żywą choinkę z działki wujka Shora. Mama Stormie wyjęła świąteczne ozdoby. Rik włączył w radiu kolędy. Wtedy do naszego domu przyszedł Ell z Dellką i Olivią. Pomogli nam ustroić choinkę. Ja z Olivią zakładałem gwiazdkę na czubek, Rydellington lampki i łańcuchy, Rik, Rocky i Ryry bombki. Nasze świąteczne drzewko wyglądało prześlicznie. Rodzicom bardzo się spodobało.
Po południu piekłem z mamusią pierniczki w przeróżnych kształtach. Po upieczeniu, razem z Delly i Olivią lukrowałem je, a mama Stormie piekła inne pyszności na dzisiejszą Wigilię. Tata Mark ustawiał z chłopakami stoły, krzesła…

„Laura”
Rodzice i van pojechali do dziadków. Ja zostałam, bo nie lubię tych dziadków. Babcia robi  nie dobre jedzenie, a dziadek nawija jak szalony. Straszne, nie? No cóż. Zostałam w domu bez choinki, bez jedzenia, bez towarzystwa. A, przepraszam… Nie zostałam sama. Jest jeszcze Mały Rossiak we mnie. Czasami o nim zapominam. Na szczęście nie zrobiłam mu krzywdy.
Postanowiłam, ze na Wigilię pójdę do Lynchów. Ross na pewno się ucieszy na mój widoki wiadomość o Rosssiątku. Wystroiłam się w czarna sukienkę. O dziwo jeszcze się w nią mieszczę. Ubrałam czarne baletki, zrobiłam lekki makijaż, ułożyłam włosy w kok, włożyłam telefon do malutkiej torebki i wyszłam z domu.

„Vanessa”
Razem z rodzicami pojechałam do dziadków. Lau została. Ciekawe co będzie robić. Piekę z babcią karpia, a mama i tata stroją choinkę. O 19 zasiedliśmy do posiłku. Podzieliliśmy się opłatkiem i składaliśmy życzenia.

„Ross”
Razem z rodzinką zasiedliśmy do Wigilijnego stołu. Przeczytałem fragment Ewangelii, podzieliliśmy się opłatkiem. Kiedy mieliśmy zacząć posiłek ktoś zadzwonił dzwonkiem. Wziąłem opłatek i otworzyłem drzwi.
- Wesołych świąt!  - odezwała się Laura.
- Wesołych świąt! – odpowiedziałem i wpuściłem ja do środka.
-Wszystkiego najlepszego z okazji świat, dużo zdrowia, szczęścia i miłości – złożyłem jej życzenia
- Wzajemnie Rossy – ucałowała mnie w policzek. Podzieliliśmy się opłatkiem.
- Idziemy do reszty? – spytałem.
- Najpierw chcę z Tobą porozmawiać
- O czym?
- Nie wiem czy ktoś już Ci mówił, że będę miała z Tobą dziecko…
- Van usiłowała, ale dopiero mama Stormie mi przekazała.
- I co? Cieszysz się? Chcesz się nami zaopiekować?
Zatkało mnie. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Postanowiłem zastąpić słowa czynem i pocałowałem ją. – Czy to znaczy, że jesteśmy parą?
- Tak – szepnąłem jej do ucha.
- Dzięki za kwiatki i czekoladki – pocałowała mnie – W jednym z pudełek znalazłam to – pokazała zaręczynowy pierścionek – Zgadzam się być Twoją narzeczoną! Rzuciła mi się na szyję i pocałowaliśmy się namiętnie. Pierścionek na jej palcu pasuje idealnie.

środa, 7 stycznia 2015

30. „Szokująca wiadomość”

„Ross”
- Niby o czym? Że Laura nie jest już z Lukiem? To wiem. – nawijałem jak katarynka.
- Nie Ross, nie o tym. – przerwała mi
- To niby o czym? Że jest w ciąży i nie wie czy ze mną czy z Lukiem? Skoro jest taka nie pewna to niech usunie!
- Ross, z Tobą nie da się rozmawiać! Jak Laura przyjdzie to Ci powie!
Wyszła… Ja ze złością walnąłem się na łóżko. O czym powinienem wiedzieć? No o czym? Pytałem  się w myślach.
- Ross, jak się czujesz? – usłyszałem głos mamy.
- Nie najlepiej… - mruknąłem.
- A co jest? Ręka boli? – pytała z troską.
- Nie, ręka nie boli… Zastanawiam się co chciała mi powiedzieć Van. Dlaczego jej nie dałem powiedzieć… - płakałem.
- Ja wiem co chciała Ci powiedzieć Van.
- Co? – spytałem i obtarłem łzy z policzka.
- Chodzi o Laurę. Nie wiem czy ona Cię jeszcze obchodzi…
- Obchodzi. Mamo, mów. Proszę.
- Laura jest w ciąży.
- Na pewno z Lukiem i pewnie mam dać jej spokój. Niby oni nie są razem, ale jednak ona go nadal kocha… - znów płakałem.
- Nie Ross. Ona jest w ciąży z Tobą.
- Ze mną?
- Tak Rossy. Z Tobą. Van mi opowiadała, że Laura i Luke nigdy ze sobą nie spali. To dziecko jest twoje.
Gdy to usłyszałem poderwałem się z łóżka. Ruszyłem do sklepu i kupiłem tyle czekoladek i kwiatów ile zmieści się w pokoju Laury. Do jednego z pudełek, włożyłem pierścionek zaręczynowy. Przewiązałem ten kartonik wstążką. Pan Damiano pomógł mi z tym giga prezentem. Ciekawe co Laura powie na to jak tylko się obudzi. Niestety nie mogłem zostać przy niej, bo musiałem pomóc rodzinie w przygotowaniach do Świąt Bożego Narodzenia. Będziemy stroić choinkę, piec ciasteczka… Będzie ekstra!


------------------------------
Hejka.
Dziś rozdział trochę krótszy. Powoli zbliżamy się do końca. Zostało tylko 6 rozdziałów i epilog.
Ale nie ma się co martwić. Historię na nowego bloga już prawie napisałam, więc wystartuje niebawem po zakończeniu tego bloga.
Do napisania <3

niedziela, 4 stycznia 2015

LBA

Ja i Rikeroholic ponownie zostałyśmy nominowane do LBA. Tym razem od wspaniałej Weris Lynch.

Rikeroholic została nominowana przez nią również na Let's Not Be Alone. Z racji, że pytania są takie same, odpowie na nie u siebie.

Oto pytania od niej:
1. Ulubione rzeczy typu film, książka, kolor, żarełko, muzyka...
Film i książka: "Gwiazd Naszych Wina". "Zostań jeśli kochasz" też było fajne jako film, ale książka i tak lepsza.
Kolor: żółty i różowy
Żarełko: pizza mojej mamy ;)
Muzyka: wszystkie piosenki R5, Rossa Lyncha, Carly Rae Jepsen i Laury Marano
2. Czego się boisz?
Tramwajów ;) Tylko wozów starego typu ( nr 225, 226, 227). A to wszystko, że kilka lat temu widziałam jak jeden z nich się palił...
3. Jakie masz marzenie?
Poznać R5 <3
4. Czy jest ktoś, kto umie rozśmieszyć Cię do łez? (tak dokładnie pytanie z aska xD)
Chyba nie...
5. Opisz swojego idola w 5 słowach...
Mój idol to Ross Lynch, który jest słodki, sexy, uroczy, troskliwy i utalentowany.

6. Opisz siebie w 5 słowach...
Mądra, ambitna, utalentowana (nie tak bardzo jak Ross), nieśmiała i lubiąca dobrze zjeść ;)
7. Opisz kogoś kogo nie lubisz w 5 słowach xD (chodzi o jakąś gwiazdę)
Najbardziej nie lubię Harrego Style'a, bo stwarza wrażenie zbyt pewnego siebie, nie jest wierny w uczuciach (istne przeciwieństwo Rossa).
8. Co robisz w wolnym czasie?
Śpiewam, rysuję, piszę opowiadania i marzę o Rossie ;)
9. Czego według ciebie nie powinna robić znana osoba?
Brać narkotyków, palić i pić zbyt dużo alkoholu, gdyż w ten sposób daje zły przykład fanom.
10. Czemu postanowiłaś założyć bloga?
Bo Ty mnie namawiałaś, po tym jak przeczytałaś jedno z moich opowiadań (pierwszą część R5 - story).
11. Ulubiona piosenka.
Lubię wiele utworów, ale te cztery są mi najbliższe:
"If I Can't Be With You"
"Heart Made Up On You"
"Let's Not Be Alone"
"Love Me Like That"


Tym razem nikogo nie nominuję.

Do napisania :*

sobota, 3 stycznia 2015

29. „Luke vs Ross” cz.2

„Laura”
Jesteśmy z Lukiem parą od kilku tygodni. Jest cudownie, ale wszystko co piękne kiedyś się kończy. Niedawno dowiedziałam się, że jestem w ciąży, 8 tydzień, z Rossem. Postanowiłam do niego wrócić. Jeszcze dziś powiem Lukowi, że to koniec, a potem pogadam z Rossem.

„Luke”
Pewnego dnia przyszła do mnie Laura i powiedziała, że musimy poważnie porozmawiać. Chce wrócić do tego Lyncha, bo będą mieli dziecko. Ten blondas najpierw zabrał mi fanów, a teraz dziewczynę, ale ja mu jeszcze pokażę co to jest zadzierać z Hemmingsem.

„Ross”
Wychodziłem z toalety w akademiku kiedy nagle zaskoczył mnie Luke.
- Ty odbijaczu cudzych dziewczyn! Dzieciorobie! - wykrzyczał i uderzył mnie z pięści w twarz. Nie wiedziałem o co mu chodzi, ale nie pozostałem dłużny i chwyciłem go za szmaty. Po chwili turlaliśmy się po ziemi okładając pięściami.
- Au! - krzyknął Luke i zakrył usta, a ja zauważyłem, że wyrwałem mu kolczyk z dolnej wargi. Niespodzianie on mnie kopnął w brzuch, aż osunąłem się pod ścianę. Wtedy przyszli jego kumple.
- Patrzcie co ten Śmieciarz mi zrobił! - Hemmings pokazał rozciętą wargę. Jeden z kolegów dał mu nożyczki - A masz! - wydarł się i wbił mi je w rękę. Wtedy pojawił się pan z ochrony i zabrał nas oboje na pogotowie. Z Izby przyjęć trafiliśmy z Lukiem na tę samą salę.
- Zadowolony jesteś?! Przez Ciebie Laura mnie zostawiła!- wydarł się na mnie, zeskoczył ze swojego łóżka i zaczął dusić mnie poduszką. Miałem niesprawną rękę więc nie broniłem się. Na szczęście weszła pielęgniarka i odciągnęła go ode mnie. - Czeka Cię koszmarny czas - dokończył tylko i wrócił na łóżko.

Czas w szpitalu ciągnął się w nieskończoność, bo Luke nieustannie się nade mną pastwił. Zjadał moje posiłki, kuł mnie igłami i obrażał. Na moje szczęście po tygodniu wyszedł. Kumpel powiedział mi, że za pobicie mnie wywalili Hemmingsa ze szkoły. Przynajmniej spokój będzie. Laura nie odwiedziła, żadnego z nas. Ciekawe co u niej. Nie jest już z Lukiem to może mam szansę... Już jutro wychodzę ze szpitala i wracam do domu na święta.
Z dworca odebrało mnie moje rodzeństwo.
- Nie przemęczaj ręki - powiedział Rik i wziął mój bagaż. Weszliśmy do domu, a tam czekała Vanka Marano...
- Ross, jest coś o czym powinieneś wiedzieć...


--------------------
Ross - 1 : Luke - 0
A może myślicie inaczej?
Trochę się namieszało...
Jest to ostatni rozdział pisany przeze mnie na tym blogu. Zostają tylko rozdziały Wiki R5er.
Pozdrawiam serdecznie i do napisania!
~ Rikeroholic